Kupić mieszkanie? Tak, ale tylko za gotówkę

Mamy do czynienia z niecodzienną sytuacją na rynku nieruchomości. Banki nie chcą przyznawać kredytów, więc drastycznie spadła sprzedaż mieszkań. Kto zaś załapał się na kredyt dziś narzeka na olbrzymie raty jakie musi spłacać. A ci, którzy planują kupno mieszkania tylko przeglądają oferty. Czekają i zbierają pieniądze, by dostać jak największy upust od dewelopera.
To miał być zakup jego marzeń. Rafał Michalski dwanaście miesięcy temu wpłacił warszawskiemu deweloperowi trzydzieści tysięcy złotych. Była to równowartość 10 proc., które uiścił przy podpisaniu umowy, pozostałe 90 proc. miał wpłacić inwestorowi przy odbiorze kluczy w grudniu zeszłego roku. Doradca kredytowy zapewniał Michalskiego, że przy jego atrakcyjnych zarobkach każdy bank bez trudu przyzna mu pozostałą kwotę. A że doradca tak ładnie mówił o własnym mieszkaniu Michalski dał się przekonać.

Pomimo budowy Michalski chwalił się przed kolegami swoim nowym mieszkaniem. W każdy weekend jeździł na plac budowy, postępy prac skrupulatnie opisywał na swoim blogu. Przez kilka miesięcy wszystko toczyło się zgodnie z planem. Aż nastał kryzys finansowy i banki zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów. Z dnia na dzień Michalski dowiedział się, że nie ma już zdolności kredytowej pomimo wcześniejszej pozytywnych decyzji. Podobnie wyglądała sytuacja w innych bankach, które również odmówiły przyznania mu kredytu. Był także w tych placówkach, które są gotowe sfinansować zakup nieruchomości we frankach szwajcarskich. Ale stawiają jeden warunek. Trzeba zarabiać ponad 10 tys. zł netto. A tego warunku Michalski nie spełniał. Ale i tak miał dużo szczęścia. Chociaż deweloper nie zgodził się na oddanie zaliczki, pozwolił mu zamieszkać w mieszkaniu na zasadzie wynajmu. Ma dwa lata, by uzbierać brakującą kwotę. Liczy, że do tego czasu banki zmienią swoją restrykcyjną politykę udzielania kredytów.

Miała być radość, są zmartwienia

Nie lepiej wiedzie się Jackowi Sadowskiemu, koledze Michalskiego z pracy. Cztery miesiące temu bank przyznał mu kredyt na kwotę 250 tys. zł. Od tamtej pory Sadowski obserwuje jak przez stale rosnący kurs franka zwiększają się jego comiesięczne raty kredytu. - Mój każdy dzień w pracy zaczyna od sprawdzenia kursu walut. Dziś frank kosztował ponad 3,2 zł. Przez to zamiast radości z zakupionego mieszkania od kilku miesięcy mam same zmartwienia - mówi Sadowski. I pokazuje bankowe przelewy, na których widać, że rata kredytu zdrożała już o kilkaset złotych w ciągu tych kilku miesięcy.

Stale rosnący kurs franka zdominował od kilku miesięcy temat rozmów Polaków. W pracy, w restauracji, na zakupach i spotkaniach towarzyskich a nawet w autobusach, tramwajach i pociągach młodzi ludzie rozmawiają tylko o jednym. O coraz droższych ratach, które muszą płacić za niedawno kupione mieszkanie. Podobnych tematów nie brakuje w internecie. Na jednym z forów internauta RW1 pisze, że w lipcu 2008 roku wziął kredyt mieszkaniowy na około 250 tys. zł w jednym z banków. Dzisiaj w związku z zawirowaniami na rynku walutowym jego kredyt wzrósł do 450 tys. zł.

Przeglądając sieć można znaleźć wiele podobnych przykładów. Jeden z forumowiczów żali się, że w sierpniu zeszłego roku płacił ratę w wysokości 3 tys. zł. W lutym już 4,7 tys. zł. Coraz więcej wpisów dotyczy problemów, jakie mają kredytobiorcy ze spłatami kredytów. - Zalegam już dwie raty. Na obecny dzień miałam spłacić do 15-go, ale nie mam takiej kasy. Co dalej? Windykacja? - pyta w sieci dwudziestoparoletnia dziewczyna. I nie jest w tym osamotniona, gdyż ten problem dotyczy coraz większej liczby osób. Wartość kredytów hipotecznych, których osoby prywatne nie spłacają, co najmniej od czterech miesięcy wynosiła na koniec 2008 roku aż 1,9 mld zł. Trzy miesiące wcześniej ich wartość była o 400 milionów niższa i wynosiła 1,5 mld zł. Blisko połowa tej kwoty przypada na kredyty przeliczane w walutach obcych, głównie we franku szwajcarskim.

Problemy z kredytami sprawiły, że coraz mniej osób planuje zakup mieszkania na kredyt. Większość nabywców zamierza sfinansować kupno nieruchomości ze środków własnych. Swoje plany zmienili także Anita i Tomek Wasilewscy. Miało być ponad siedemdziesięciometrowe mieszkanie na warszawskiej Woli. Będzie o połowę mniejsze lokum w Piastowie. Zamiast nowego mieszkania, będzie kilkuletnie z rynku wtórnego. Mieli wziąć czterysta tysięcy kredytu, ale zdecydowali, że zapłacą gotówką. Za cały wkład własny tj. 170 tys. zł., które udało im się odłożyć gdy pracowali na Wyspach kupili dużo mniejsze mieszkanie. Ale nie muszą tak jak wielu ich znajomych martwić się czy wystarczy im na kolejną ratę.

Większość szuka oszczędności

Chociaż jak przekonywały w zeszłym tygodniu niemal wszystkie media sprzedaż na rynku nieruchomości zmniejszyła się o niemal 80 proc. to zainteresowanie mieszkaniami zmalało tylko nieznacznie. A poszukujący lokum wstrzymują się z zakupem czekając na większe przeceny. Zakup nowego mieszkania planuje w tym roku 7 proc. mieszkańców dużych miast, co stanowi spadek tylko o 1 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Z analiz firmy Nowy Adres wynika też, że w 2008 roku tylko nieco ponad połowa nabywców finansowała zakup mieszkań lub budowę nieruchomości za pomocą kredytu. Prawie połowa kupujących wykorzystywała własne oszczędności, środki uzyskane ze sprzedaży innych nieruchomości, bądź korzystała ze wsparcia rodziny.

Jak zatem będzie wyglądał obecny rok? Z kredytu zamierza korzystać tylko 48 proc. ankietowanych osób, a z oszczędności aż 62 proc. zainteresowanych zakupem. Tylko co szósty potencjalny kredytobiorca (17 proc.) ma zamiar ubiegać się o pożyczkę na 80-100 proc. wartości inwestycji. W 2008 roku mieszkania zakupione w kredycie z podobnym wkładem własnym stanowiły aż 30 proc. Analitycy przekonują, że banki skutecznie przykręciły kurek z pieniędzmi. Kupujący niby są, ale mieszkania nie sprzedają się, bo nie można załatwić kredytu jak to miało miejsce przed sześcioma miesiącami. Dlatego klienci czekają, gromadząc pieniądze. Potwierdza to Grzegorz Barbachowski, prezes Home Invest. - Banki udzielają dziś kredytów w niezwykle ostrożny sposób, a kupujący nie spieszą się z decyzjami o zakupie. Deweloperzy często poszukują sposobów, aby pomóc nabywcom. Zdarza się, że niektórzy inwestorzy chcąc ułatwić swoim klientom zaciągnięcie kredytu proponują pożyczkę na pokrycie wkładu własnego - mówi prezes Barbachowski.

Pomimo kilku prób stymulowania rynku ze strony banku centralnego nadal bardzo trudno jest dostać kredyt. A kiedy już taka próba się powiedzie, to wysokie marże przekraczające często nawet i siedem procent potrafią skutecznie odstraszyć nawet największych optymistów. Ale to nie wszystko. Z doświadczeń doradców z firmy Expander wynika, że szczególnie trudno uzyskać jest dziś kredyt singlom, których w Polsce jest już ponad 5 milionów. Taka osoba łatwiej dostanie pożyczkę, jeśli jest mężczyzną, który szybciej dostanie nową pracę, nie zostanie samotną matką i nie pójdzie na urlop macierzyński, a później wychowawczy.

Wiele z tych osób rezygnuje z kredytu, gdyż nie chce zaciągać pożyczki na kilkadziesiąt lat z rodzicami lub drugą bliską sobie osobą. Kolejną przeszkodą, by dostać kredyt jest to, że trzeba zaoferować bankowi podwójne zabezpieczenie, w postaci hipoteki na kupowanym lokalu i na innej posiadanej przez nas nieruchomości.

Zdarza się, że banki proszą o spisanie oświadczenia, czy kobieta starająca się o kredyt jest w ciąży. Jeśli tak, bank ponownie oblicza zdolność kredytową biorąc pod uwagę nienarodzone jeszcze dziecko. Takich wymogów banki nie podają oczywiście w oficjalnych instrukcjach, ale doradcy finansowi doskonale wiedzą, kto może teraz dostać kredyt, a kto nie. Profil idealnego kredytobiorcy przygotowany przez firmę Expander to dziś bezdzietne małżeństwo, zarabiające, co najmniej 5 tys. zł netto. Jak łatwo zauważyć nie wszystkich stać, by otrzymać kredyt.

Gotowość do zakupu mieszkań za gotówkę potwierdzają sami deweloperzy.

Rzeczywiście, w ostatnim okresie zauważamy, że liczba klientów wyrażających chęć dokonania od razu wpłaty całej należności za zakupione mieszkanie wzrasta. Dotyczy to wszystkich naszych inwestycji - mówi Ewa Perkowska, dyrektor handlowy Budimex Nieruchomości. - Zapewne na decyzje klientów wpływa niepewna sytuacja na rynku finansowo-kredytowym. Dla tych nabywców przygotowaliśmy specjalne upusty i od wpłaconej przez nich kwoty stosujemy rabaty - dodaje.

Deweloper sprzeda Ci w pełni wykończone mieszkanie!