Chaos na szczytach drogowej dyrekcji

Kto będzie zarządzać budową dróg w Polsce? Konkursu na generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad nie przeszedł jedyny kandydat - Lech Witecki, który od miesięcy bez skutku zabiega o uprawnienia do kierowania GDDKiA.
Już prawie rok w stanie prowizorki trwa kierownictwo GDDKiA, jednego z najważniejszych urzędów w kraju, który obraca dziesiątkami miliardów złotych przeznaczanych na budowę dróg.

Kandydatów na szefów najważniejszych urzędów w państwie należy wybierać z państwowego zasobu kadrowego, aby w ten sposób zapewnić profesjonalne, bezstronne i rzetelne kierowanie urzędami. Tak w 2006 r. postanowił Sejm. Na listę państwowego zasobu kadrowego trafiają urzędnicy służby cywilnej z minimum pięcioletnim stażem pracy i ci, którzy mają tytuł naukowy doktora albo zdali specjalny egzamin w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. W wyjątkowych sytuacjach szefa ważnego urzędu można wybrać w konkursie ogłaszanym przez premiera.

Do zasobu kadrowego nie należał jednak Lech Witecki, któremu kierowanie GDDKiA wiosną 2008 r. powierzył premier Donald Tusk na wniosek ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Dlatego Witecki tylko pełni obowiązki szefa GDDKiA.

Aby zdobyć odpowiednie uprawnienia, w zeszłym roku Witecki dwukrotnie podchodził do egzaminu w KSAP na urzędnika państwowego wysokiego szczebla. Bez powodzenia. W tej sytuacji pod koniec roku premier ogłosił konkurs na szefa GDDKiA. Zgłosił się tylko... Witecki.

Konkurs odbył się w zeszłym tygodniu. Jakie były wyniki? Na odpowiedź z Centrum Informacyjnego Rządu i od ministra Adama Leszkiewicza, który w kancelarii premiera nadzoruje państwowy zasób kadrowy, czekaliśmy od piątku. - Konkurs nie został rozstrzygnięty - dowiedzieliśmy się wczoraj po południu.

- Dyrektor Lech Witecki uzyskał w sprawdzianach 159 punktów. Jak wynika z informacji KSAP, niezbędne było uzyskanie 162 punktów - wyjaśniła nam drogowa dyrekcja.

Co teraz zrobi Grabarczyk? - Minister zamierza rozpisać otwarty i konkurencyjny nabór na to stanowisko po otrzymaniu oficjalnej informacji na temat wyników egzaminu - dowiedzieliśmy się w biurze prasowym resortu infrastruktury.

Eksperci branży drogowej nie kryją zaskoczenia problemami ze spełnieniem formalnych wymogów przy obsadzie kierownictwa GDDKIA.

- To zdumiewające, że ten prowizoryczny stan tak długo trwa. Jeżeli ktoś nie może przejść testu, to trzeba z tego wyciągnąć konsekwencje - uważa Janusz Piechociński (PSL), wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury.

- Przysłowie mówi: do trzech razy sztuka. A premier - delikatnie mówiąc - został postawiony w niezręcznej sytuacji - ocenia Adrian Furgalski z firmy doradztwa transportowego TOR.

Ale problem może być większy. Kilku posłów dostało już z Biura Analiz Sejmowych opinie stwierdzające, że wątpliwości prawne budzi powołanie spoza zasobu kadrowego osoby, która ma pełnić obowiązki szefa GDDKiA, bo ustawa nie przewiduje takiego rozwiązania. I nie można wykluczyć, że takie wątpliwości mogłyby być wykorzystywane do ewentualnych prób podważania decyzji administracyjnych podjętych przez Witeckiego jako p.o.