Tańsze budowanie dzięki kryzysowi

Kryzys gospodarczy sprzyja inwestycjom w gminach. - Rok temu do przetargu stawały dwie firmy, a ofertę przysyłały pocztą. Dziś jest po siedmiu kandydatów i dają ceny niższe, niż mamy w kosztorysie - mówią wójtowie
Wybudowanie gminnej drogi w Papowie Biskupim w Kujawsko-Pomorskiem (gmina ma budżet 10 mln zł i 4,4 tys. mieszkańców) wójt Andrzej Zieliński oszacował w zeszłym roku na 675 tys. zł. Pierwsze zaskoczenie spotkało go po rozpisaniu przetargu, w grudniu.

- W poprzednich latach nieraz trzeba było firmy namawiać, żeby w ogóle złożyły ofertę - mówi Zieliński. - A tu zgłosiło się aż pięć przedsiębiorstw. Drugi raz byliśmy zaskoczeni, kiedy zobaczyliśmy ich propozycje: wszystkie były na kwoty niższe niż ta, którą zakładaliśmy. Zaoszczędziliśmy ponad 200 tys. zł.

Podobnie jest w Kijewie Królewskim (też Kujawsko-Pomorskie, 13 mln zł w budżecie, 4,4 tys. mieszkańców). Przetarg na budowę stacji uzdatniania wody. Aż siedem ofert. - To przedsiębiorstwa z całej Polski, m.in. z Poznania i Malborka - mówi wójt Mieczysław Misiaszek. - Już wiemy, że na inwestycję wydamy jakieś 300 tysięcy mniej, niż przewidywaliśmy.

- Mamy sporo sygnałów od gmin, że z powodu kryzysu nie tylko nie będą musiały wstrzymać inwestycji, ale nawet zrobią je taniej - potwierdza Beata Krzemińska, rzeczniczka urzędu marszałkowskiego.

Największym wygranym jest na razie Warszawa. Budowę mostu Północnego miasto oszacowało na blisko 1,2 mld zł. Niższe oferty złożyło sześć z ośmiu firm, które stanęły do przetargu. Najkorzystniejsza z nich zakłada postawienie przeprawy za 183 mln zł mniej w stosunku do kwoty z kosztorysu.

- Spodziewamy się, że dzięki obniżeniu cen mimo kryzysu i możliwego spadku przychodów z podatków uda nam się wykonać wszystkie zaplanowane na ten rok inwestycje - mówi z kolei Agnieszka Pietrzak, rzeczniczka toruńskiego magistratu.

Dobra koniunktura na samorządowe inwestycje to efekt kryzysu gospodarczego, który dotknął branżę budowlaną. Ceny materiałów i usług spadły, bo prywatni inwestorzy wstrzymują się z decyzjami o nowych przedsięwzięciach ze strachu przed recesją. A firmy budowlane walczą o klientów, obniżając ceny.

- Walkę o kontrakty widać gołym okiem - mówi Misiaszek. - Dawniej firma przysyłała ofertę pocztą albo delegowała do nas szeregowego pracownika. Dziś na spotkania przyjeżdżają prezesi i dyrektorzy.

Dla budowlańców - w momencie gdy zniknęła duża część prywatnych inwestorów - gmina to klient idealny. Papowo Biskupie i Kijewo Królewskie mają pieniądze z unijnych funduszy.

- Konkurencja wyraźnie się zaostrzyła - przyznaje menedżer jednej z dużych firm proszący o anonimowość. - Przedsiębiorstwa czują, że bez podpisania jakiegokolwiek kontraktu padną, więc są gotowe wykonywać zlecenia po kosztach, byle tylko utrzymać się na rynku. Presja cenowa jest ogromna.

- Sam siedzę właśnie nad ofertą, którą zamierzamy przedstawić, i cena, po której jesteśmy gotowi wykonać zlecenie, jest dość abstrakcyjna - przyznaje Tomasz Jakubowski, dyrektor włocławskiej firmy Drogtom. - Na rynku budowlanym jest psychoza, ludzie boją się inwestować, odsuwają to w czasie. A to błąd, bo tak właśnie kryzys się nakręca. Ale przyznam, że sam się łapię na takim myśleniu: może się z tą inwestycją jeszcze wstrzymam, zobaczę, co się będzie działo.