Gdzie łatwo, a gdzie trudno o dopłatę do kredytu?

W Katowicach, Łodzi czy Poznaniu większość mieszkań na rynku wtórnym można kupić za kredyt z budżetową dopłatą. Jednak w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku wciąż niewielu potencjalnych nabywców może skorzystać z takiej możliwości
Jest coraz więcej mieszkań, których zakup można objąć rządowym programem "Rodzina na swoim". Z dwóch powodów: spadku cen mieszkań oraz złagodzenia tzw. kryterium kosztowego, od którego zależy uzyskanie dopłaty.

Żeby móc skorzystać z dopłaty, cena mieszkania nie może przekroczyć o więcej niż 40 proc. podawanych przez GUS średnich kosztów budowy dla województwa i - osobno - dla miasta wojewódzkiego. Np. w Warszawie cena mieszkania lub domu może sięgać najwyżej 7,1 tys. zł za m kw., w Krakowie - niespełna 5 tys., a we Wrocławiu - blisko 5,7 tys. zł za metr. Rodzina, której uda się kupić mieszkanie w takiej cenie na kredyt, dzięki budżetowej dopłacie, oddaje bankowi przez osiem lat o okolo połowę niższe odsetki. Wtedy taki kredyt, mimo że złotowy, jest tańszy od kredytu we frankach szwajcarskich.

Z raportu Szybko.pl i Expandera wynika, że największa poprawa nastąpiła w Bydgoszczy, gdzie aż o 49 pkt proc. zwiększyła się liczba mieszkań objętych dopłatą. Takich, które spełniają nie tylko wymóg cenowy, ale i wielkości powierzchni (nie może ona przekraczać 75 m kw.), jest tam już ok. 84 proc.

Więcej mieszkań, które można objąć programem dopłat, jest tylko w trzech innych miastach - Zielonej Górze i Opolu (po 86 proc.) oraz Katowicach (85 proc.).

Niestety, tam gdzie potrzeby mieszkaniowe są największe, dopłata wciąż jest mało osiągalna. W Krakowie łapie się na nią zaledwie 2 proc. mieszkań wystawionych na sprzedaż, a w Gdańsku - 6 proc. Nieco lepiej wygląda sytuacja w Warszawie - 15 proc. Jednak paradoksalnie w miastach wokół stolicy, gdzie są stosunkowo tanie mieszkania (np. w Ząbkach czy Piasecznie) ustawowy pułap cen jest tak niski (ok. 3,9 tys. zł za m kw.), że znalezienie mieszkania z dopłatą niemal graniczy z cudem.

Być może to się zmieni. W ubiegłym tygodniu wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury Janusz Piechociński zapowiedział, że będzie się starał doprowadzić do poprawienia ustawy o dopłatach, tak, by zlikwidować niekorzystne dysproporcje w pułapach cen. Chce, by wojewodowie mogli ustalać ten wskaźnik kosztowy także dla poszczególnych gmin.

Piechociński ma też inny, bardziej kontrowersyjny pomysł: postuluje wyrzucenie rynku wtórnego z systemu dopłat (objęte nimi miałyby być tylko nowe mieszkania).