Barbarzyństwo na zabytku

Unikalny w skali Łodzi budynek z przywillowym ogrodem nie istnieje. Koparki rozprawiły się z nim w pół godziny. Właściciel willi nie miał pozwolenia na rozbiórkę.
16 stycznia inwestor miał dostać decyzję o wpisaniu budynku do rejestru zabytków. Cztery dni przed tym terminem - w poniedziałek po zmroku - na plac przy ul. Wigury w Łodzi wjechały koparki. Po kilkudziesięciu minutach z budynku została sterta gruzu (o wieczornym wyburzaniu willi Silbersteina napisaliśmy we wczorajszej "Gazecie").

Wczoraj rano robotnicy zaczęli wywozić gruz. Kilkanaście minut przed godz. 10 na teren rozbiórki przyjechały policja i straż miejska. - Robotnicy bawią się z policją w kotka i myszkę. Gdy przyjeżdżał radiowóz, przerywali pracę, kiedy odjeżdżał - uruchamiali koparki i dalej wywozili gruz z posesji - mówi Pewna Osoba, która razem z Grupą Innych od rana starała się zablokować prace przy ul. Wigury.

Właścicielem budynku jest łódzki deweloper Marek Mirek. - Nie rozebrałem go z powodu mojego widzimisię, ale z powodu zagrożenia. Wolę stać tutaj z wami, niż siedzieć tam, w prokuraturze. A jakbym nie wyburzył go, to komuś na głowę zleciałby strop i ja bym za to odpowiadał - mówił wczoraj. Mirek powołuje się na prawo budowlane. - Jeśli jest zagrożenie dla życia, to można rozebrać budynek przed wydaniem zgody - argumentuje i pokazuje odpowiednie paragrafy.

Dyrektorka Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego (PINB) potwierdza: właściciel zgłosił rozbiórkę na podstawie art. 31 Prawa budowlanego (mówi właśnie o możliwości wyburzenia obiektu zagrażającego życiu ludzi). - Prowadzimy kontrolę, w której ustalimy, czy było to uzasadnione - mówi Urszula Krysztoforska, szefowa PINB.

Mirek, który jest właścicielem willi od pięciu lat, w maju zeszłego roku złożył w magistracie wniosek o pozwolenie na rozbiórkę. - Rozpatrywanie go zawiesiliśmy w październiku. Po tym jak wojewódzki konserwator zabytków poinformował nas, że wpisuje willę do rejestru. Właściciel złożył zażalenie do wojewody na naszą decyzję, ale została ona utrzymana w mocy - opowiada Wiesław Makal, dyrektor wydziału administracji architektoniczno-budowlanej w magistracie.

Według konserwatorów willa to unikalny w centrum Łodzi przykład ogrodowej zabudowy jednorodzinnej. Należało go zachować i ratować. Pracownicy wojewódzkiego urzędu ochrony zabytków (WUOZ) w listopadzie poinformowali Mirka o zakończeniu swojego postępowania. - Dokumentację musieliśmy jednak uzupełnić, bo właściciel willi dokonał w tym czasie podziału nieruchomości. Dane geodezyjne stały się nieaktualne. Właściciel nie odbierał od nas poczty, ale zawiadomiliśmy go, że sprawa zostanie rozstrzygnięta do 16 stycznia - mówi Piotr Ugorowicz z WOUZ.

- Rozmawiamy o budynku, który od dwóch lat nie istnieje. To był trup, a ja nie wierzę w ratowanie trupa. Nie przyjmuje do wiadomości, że wojewódzki konserwator zabytków uważał za zasadne wszcząć postępowanie w sprawie wpisu do rejestru zabytków. On się na tym nie zna, nie jest konstruktorem. Ja opieram się na opinii ekspertów - mówi Mirek.

Willa od zeszłego roku znajduje się w wojewódzkiej ewidencji zabytków. Ustawa o ochronie zabytków przewiduje dla niej taką samą ochronę jak dla nieruchomości w rejestrze zabytków. Wojewódzki konserwator zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu złamania prawa.

Jeśli okaże się, że inwestor popełnił przestępstwo, grozi mu od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.



To nasze zabytki - komentarz Joanny Podolskiej

W sierpniu - gdy rozmawiałam z właścicielem o budynku, pan Mirek powiedział mi: - Jeśli miastu albo konserwatorowi zabytków zależy na tej willi, mogę ją sprzedać.

Pięć miesięcy później zabezpieczywszy się uprzednio (rzekomy zły stan budynku, zagrażający życiu ludzi), wprowadził na teren maszyny i dziś nie ma już po willi śladu.

Mirek zapewnia, że konstrukcyjnie budynek "to był trup" i że "mówimy o czymś, co już od dwóch lat nie istnieje". A ja parę miesięcy temu byłam w willi i zapewniam, że istniała. Mało tego: to był naprawdę uroczy budynek. Zaniedbany, wymagający generalnego remontu, ale możliwy do uratowania. Tyle tylko, że kosztowałoby to inwestora znacznie więcej niż zburzenie zabytku. I nie można by na pustym placu postawić apartamentowców.

Teraz pewnie inwestor zapłaci karę i - po uzyskaniu zgody (a dlaczego miałby jej nie dostać?) - wybuduje sobie w miejscu willi osiedle mieszkaniowe.

Co to znaczy dla łódzkich zabytków? Nic dobrego. Bo za Mirkiem mogą pójść następni. Już drżę na samą myśl, jak zaczną podpalać i wyburzać kolejne łódzkie wille i fabryczki. A ich właściciele za każdym razem będą argumentować tak samo - kiepską konstrukcją.

- Jak pan chce bronić zabytków, to niech pan sobie jakiś kupi. Parę milionów i będzie pan miał - kpił wczoraj Mirek z jednej z osób broniących zabytku. Więc może i ja nie powinnam się w ogóle wypowiadać się na ten temat, skoro nie jestem właścicielką żadnego? Tylko, że ja - wbrew ostrzeżeniom pana Mirka - uważam się za współwłaścicielkę wszystkich ważnych i pięknych obiektów w Łodzi. Mało tego: uważam, że mam do tego prawo. I proszę władze miasta i wszystkich, którzy mogą zareagować na barbarzyństwo, jakie dzieje się na naszych oczach, by teraz zareagowali.



Willa przy ul. Wigury 30

Nieruchomość do 1914 r. należała do rodziny Silbersteinów. Wtedy to kupili ją wspólnicy Bartold Blum i Kazimierz Monitz. Po śmierci Bluma w 1920 r. Monitz został jej samodzielnym właścicielem.

W latach 1919-22 na działce stanął parterowy dom z użytkowym poddaszem. W latach 1928-34 został rozbudowany wg projektu Adolfa Goldberga.

W karcie ewidencyjnej konserwatorzy odnotowali, że budynek nie był zabezpieczony przed dewastacją i dostępem osób postronnych. Ze względu na zabytkową i estetyczną wartość willi należało przeprowadzić w willi remont kapitalny i przywrócić ogrodowe otoczenie.

na podstawie opracowania Hanny Jung-Migdalskiej



Gdy wyburzają zabytek

Jeśli widzisz, że ktoś rozbiera budynek, a na terenie nieruchomości nie ma żółtej tablicy informacyjnej - reaguj! Możesz poinformować Urząd Ochrony Zabytków w godz. 8-16 pod nr tel. 42 638 07 21 oraz Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego pod numerem interwencyjnym 9287.