Miasto pustostanów

Pustostany są w każdym mieście. W Bytomiu jak przez szkło powiększające widać wszystkie problemy, które powodują.
Co do tego, że pustostany powodują problemy, nie ma wątpliwości Adam Wajda, rzecznik bytomskiego Zakładu Budynków Mieszkalnych. W zarządzie ZBM znajduje się 1178 wolnostanów, mniej więcej tyle samo ile w dwuipółkrotnie większym Wrocławiu. W tej liczbie 874 to takie, które z różnych przyczyn technicznych nie nadają się do zamieszkania.

Chcesz kupić mieszkanie lub dom? Przeszukaj nasze oferty

Jak może wyglądać proces pustoszenia budynku? Zwykle pierwsze pustoszeją mieszkania na parterze i ostatnim piętrze. Te pierwsze ze względu na wilgoć od piwnic, te drugie z powodu cieknących dachów. Jeżeli chodzi o Bytom, to wilgoć wywołana jest głównie przez sztuczne depresje tworzące się w mieście. W takich wywołanych przez szkody górnicze miejscach gromadzi się woda, która następnie przenika do budynków.

Tak w Bytomiu, jak i w innych miastach lista kłopotów wywoływanych przez niezamieszkane lokale jest podobna. Po pierwsze - marnują cenną powierzchnię mieszkaniową. Po drugie - przyciągają ludzi, którzy niekoniecznie muszą okazać się dobrymi sąsiadami. Po trzecie wreszcie oznaczają, że gdzieś obok jest mieszkanie, którego konserwacją nikt się nie zajmuje i które znacząco wpływa na wartość pozostałych. Z drugiej jednak strony pustostan jest szansą. W 2004 roku władze Chorzowa ogłosiły, że kto znajdzie pustostan i zgłosi go w urzędzie, będzie mógł tam zamieszkać. Do Bytomia natomiast ściągają zimą rzesze bezdomnych, nazywając miasto polską stolicą pustostanów. Przy wjeździe do miasta straszy pięciopiętrowa, ogromna kamienica zajmująca cały kwartał. W oknach ma albo dyktę, albo porwaną folię. Oprócz tych, którzy odrzucają ogólnie przyjęte normy społeczne nikt tam nie mieszka. Jedyny sposób wykorzystania budynku, niegdyś reprezentacyjnego, to reklamy na ślepej ścianie pomalowanej na niebiesko. Kto zajrzy w głąb ulicy Katowickiej, zaczynającej się tuż za kamienicą, zobaczy ciąg innych budynków, z których niemal każdy straszy dziurami w dachu, odrapanymi do gołego muru ścianami i pustymi oczodołami okien - widocznymi oznakami niezamieszkanych lokali. Przy większości ulic w mieście stoją opuszczone kamienice. Niektóre reprezentacyjne, jak opisywana wcześniej, inne zwyczajne, jakich na jest Śląsku mnóstwo. W jednych zagnieździli się na dziko lokatorzy, gdzie indziej wieje tylko wiatr. - W Bytomiu jest kilku zarządców i kilku właścicieli - wyjaśnia Adam Wajda - Jest bardzo duża grupa właścicieli prywatnych i bardzo często to właśnie oni zapuszczają swoje kamienice, przykładem może być ulica Chorzowska i plac Pogody - dodaje. Jak tłumaczy Wajda, w przeszłości wiele bytomskich kamienic zostało dość pochopnie sprzedanych, a w umowach nie zabezpieczono opcji na remont.

Chcesz sprzedać mieszkanie? Dodaj ogłoszenie w naszym serwisie

Kiedy jedni kupowali swoje kamienice, inni dostawali je w spadku. Daniel Lekszycki, dziennikarz lokalnego portalu internetowego bytomski.pl i współpracownik Gońca Górnośląskiego opowiada o jednej z takich kamienic - kiedyś tętniącej życiem, dzisiaj zupełnie pustej. Należała do Niemców, którzy musieli wyjechać po 1945 roku. Armia Czerwona nie przejmowała się szczegółami takimi, jak odpowiednie warunki przejazdu czy czas potrzebny na spakowanie, dlaczego więc miałaby przejmować się dopełnieniem formalności w kwestii własności budynku? W efekcie, mimo że spadkobierców jest dziś kilkunastu, w księgach wieczystych właścicielem jest wciąż teściowa ich babki. Póki w kamienicy mieszkali ludzie, sprawa nie była tak paląca. Kiedy jednak ostatnia rodzina wyprowadziła się w inne miejsce, wystarczył miesiąc, żeby zniknęły stalowe bariery, balustrady i okucia drzwi, a nawet - metalowe schody. Trzydzieści dni potrzeba było na doprowadzenie zniszczonego wprawdzie, ale wciąż funkcjonującego budynku do kompletnej ruiny. Dlatego nie powinny dziwić inne obrazki z Bytomia - całe, wielopiętrowe kamienice z zamurowanymi oknami, drzwiami i bramami. - Ze względu na niebezpieczeństwo kradzieży w opuszczonych mieszkaniach zamurowywane są okna - mówi Adam Wajda. Złodzieje kradną elementy metalowe, rury, przewody, podłogi, wszystko, co można sprzedać. - Oczywiście ich pomysłowość jest ogromna i tak naprawdę nie ma przed nimi skutecznego zabezpieczenia - rzecznik miejskiego ZBM nie ma złudzeń co do efektywności podejmowanych kroków.

Marcin Mazurowski, pochodzący z Białegostoku fotograf, który od kilku lat mieszka w Bytomiu, mija opuszczone budynki codziennie. - Kiedy chodzisz z aparatem przewieszonym przez ramie, jesteś w stanie zobaczyć znacznie więcej i wyraźniej niż przez szybę samochodu. - zauważa. Opowiada o pustym budynku na obrzeżach miasta, w którym przez kilka miesięcy ukrywał się poszukiwany listem gończym przestępca, o budynkach zajętych przez bezdomnych. Według niego w mieście znaleźć można wielu lokatorów pustostanów, jednak prawdziwych squat'ów tam nie ma. Obok kamienic opuszczonych w całości w Bytomiu trafić można także na inne przypadki. Pani Ania opowiada o mieszkaniu, w którym żyła jej teściowa. Po śmierci teściowej lokal wrócił do puli miejskiej. Przez wiele lat stał pusty, nikt się nim nie interesował. Okna sparciały, w dachu porobiły się dziury, na ścianach pojawił się grzyb. Teraz woda cieknie najpierw z dachu do pustego mieszkania, a następnie do sąsiadów piętro niżej. Mieszkańcy muszą sobie jednak radzić sami. Pani Ania dziwi się, że duże mieszkanie przez kilkanaście lat stało niezamieszkane.

Porównaj oferty kredytów w naszym Centrum Finansowym

Daniel Lekszycki zwraca uwagę na eksodus Bytomian, jaki ma miejsce w ostatnich latach. Jeśli zaufać statystykom, miasto straciło 20 tys. ludzi w ciągu dziesięciu lat. Bardzo często osoby, które wyemigrowały na stałe, nadal zameldowane są w swoich mieszkaniach. Nie interesują się nimi, ponieważ związki z Bytomiem zerwali dawno temu. Ale w świetle prawa nikt inny do ich lokali wprowadzić się nie może. - Zdarza się też, że ktoś ma dwa mieszkania - jedno w spółdzielni, drugie zarządzane przez ZBM - uzupełnia Adam Wajda. Bije się też we własne piersi: - Przy braku przepływu informacji między instytucjami trudno jest to zweryfikować. Często mąż zameldowany jest w jednym lokalu, żona w innym. Mogą być też mieszkania, które mają niedrożne kominy lub przewody wentylacyjne. Wie o tym tylko zarządca. Stąd w wielu przypadkach mamy do czynienia z pustostanami złudnymi, które pozornie nadają się do wykorzystania, a tak naprawdę są niedopuszczone lub przez kogoś zajęte - mówi.

Jakie by nie były przyczyny kiepskiego stanu mieszkania, sąsiedzi zmarłej teściowej powinni się jednak cieszyć, że nad ich głowami nie zagnieździli się dzicy lokatorzy. To także prawdziwa zmora właścicieli i zarządzających kamienicami. Do opuszczonych mieszkań wprowadzają się ludzie, którzy nie mają do nich żadnych praw. Prąd ciągną nielegalnie, nie płacą rachunków.

Dzikiego lokatora bardzo trudno jest się pozbyć. Jeśli kamienicznik nie wyrzuci go od razu, będzie go czekała ciężka walka. Może pójść z nielegalnymi mieszkańcami na wojnę i wtedy musi pogodzić się z długą i ciężką batalią prawną, ze zniszczeniami, które pojawią się w lokalu i z ogromnymi awanturami włącznie. Może też próbować się dogadać. Tylko jak dogadać się z kimś, kto wszystkie zasady pożycia społecznego ma za nic? - pyta retorycznie pracownica jednej z miejscowych agencji nieruchomości. Mieszkającym na dziko w lokalach ZBM naliczany jest karny, bardzo wysoki czynsz, jednak zwykle w taki sposób mieszkają ludzie z marginesu, którzy nie mają zamiaru go płacić. - Te osoby powinny być eksmitowane do lokali socjalnych lub zamiennych - mówi Adam Wajda.

Zajęte przez dzikich lokatorów mieszkania nie muszą być uciążliwe dla sąsiadów. Z relacji agentów nieruchomości wynika, że bardzo często wiedza o takich pustych lokalach rozprowadzana jest wśród rodziny. Do pustostanów wprowadzają się więc dzieci ludzi mieszkających obok. Potem ich kuzyni, aż w końcu właściciel kamienicy orientuje się, że ma cały klan mieszkający na dziko, a występować przeciwko całemu budynkowi jest znacznie trudniej niż pojedynczym mieszkańcom.

Chcesz kupić mieszkanie lub dom? Przeszukaj nasze oferty

Amatorów mieszkania w opuszczonych lokalach odstraszają nie przepisy prawa, a kiepski stan bytomskich kamienic. W Bytomiu zdarza się, że w centrum miasta walą się domy. Większość miejskich kamienic w Bytomiu wybudowano przed II wojną światową. I mimo, że później stworzono pod śródmieściem tzw. filar ochronny, czyli miejsce, z którego nie wolno wydobywać węgla, przepisów nie przestrzegano i szkody górnicze zdewastowały miasto. Swoje dołożyli złomiarze, grasujący w pustych domach. Zajęte pustostany to w gruncie rzeczy zwykłe mieszkania. Wygląda to różnie, w zależności od tego, czy mieszka tam rodzina, grupa bezdomnych lub anarchiści. Jeśli uda się podpiąć prąd i media, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się urządzić jak w domu. Czym innym będzie jednak dom dla grupy anarchistów, radykalnych wolnościowców organizujących koncerty w obronie Tybetu, a czym innym mieszkanie zajęte przez awanturujących się pijaków.