Palikot namawia do podboju Ameryki

Wykorzystajmy kryzys w Ameryce i kupujmy sobie domy na Florydzie. Z widokiem na morze! To wielka szansa - przekonuje poseł Janusz Palikot. Nakręcił mnie, ale nie powiedział wszystkiego...
Podczas konferencji prasowej poświęconej kryzysowi finansowemu poseł Palikot (PO) nie krył entuzjazmu: - Kryzys to wielka szansa dla milionów Polaków, by kupić tanie przedsiębiorstwa amerykańskie, tanie domy amerykańskie z basenami. To jest szansa historyczna, by wreszcie podbić Amerykę.

Nakręcony przez posła, zadzwoniłem do Maksa Idzika z firmy Most Properties.

- Chcę na Florydę! Ma być dom, koniecznie z basenem. Basen musi być, bo tak mówił poseł. Cena między 200 a 300 tys. dol.

Idzik zdziwiony: - Teraz na topie jest Dubaj - wyjawił, ale obiecał poszukać czegoś na Florydzie.

Tomasz Żukowski z agencji Inwestor próbował zgasić mój zapał. - Za te pieniądze nie można się spodziewać czegoś niesamowitego. Odpadają ekskluzywne lokalizacje, to znaczy Miami, Naples, Palm Beach czy Key West. Zasada jest prosta: im bliżej plaży, tym drożej. Nad Zatoką Meksykańską taniej, nad oceanem ceny szybują.

- Mamy bardzo ładne apartamenty w Orlando - dzwoni Max Idzik z Most Properties. - Z balkonu widać bramy Disney World. Tu przez cały czas jest ruch. Osiedle ma podpisaną umowę z tour-operatorem z Wielkiej Brytanii, który cały rok daje gwarancję wynajmu apartamentów. Za ponad 80 metrów zapłacisz tylko 144 tys. dol. To prawdziwa okazja, bo na początku tego roku mieszkanie było warte 348 tys. dol. Lepszego momentu nie będzie. Ostatnio sprzedaż znów się ożywiła - przestrzega Idzik.

Z Orlando nad ocean jest kilkadziesiąt mil. Szukam więc dalej. - Ile macie ofert sprzedaży domów na Florydzie? - pytam Katarzynę Pełkę z Florida Investment Marketing Inc.

- O rany, dużo! - odpowiada. Czuję, że wreszcie trafiłem pod dobry adres. Firma chwali się, że współpracuje z jedną z najpoważniejszych amerykańskich agencji nieruchomości RE/MAX i znalezienie dla mnie domu na Florydzie nie będzie żadnym problemem. - Interesują mnie trzy sypialnie, koniecznie basen i cena między 200 a 300 tys. dol., z tym że raczej bliżej dolnej granicy tej sumy - nie ułatwiam Pałce zadania.

- To może niech będzie Fort Myres - proponuje agentka nieruchomości. - To niewielkie miasto, ma niemal 70 tys. mieszkańców i leży kilkanaście kilometrów od Zatoki Meksykańskiej. W przewodnikach opisywane jako najbardziej atrakcyjne miejsce południowo-zachodniej Florydy. Zimowe rezydencje mieli tu Thomas Edison i Henry Ford.

Po kilku dniach Pełka wysyła mi ofertę - cztery domy z basenami, do wyboru, każdy w pełni umeblowany. Na zdjęciach wszystko na wysoki połysk. Na podłogach terakota, dywany, w kuchni lodówka i nawet młynek do odpadów w zlewie. Najważniejsze, że ściany nie są z cienkiej dykty, tylko z solidnych, cementowych pustaków. Metraż od 190 do 230 metrów kw., a ceny od 200 do 249 tys. dol. Trzeba zapłacić podatek od 2 do 5 tys. dol., w zależności od dzielnicy.

I najważniejsza informacja z firmy Florida Investments Marketing Inc.: - Możemy zorganizować panu wyjazd, żeby mógł pan sobie wszystko zobaczyć na miejscu.

No tak, tylko ja nie mam amerykańskiej wizy! Co na to amerykański konsulat? - Gwarancji otrzymania wizy pan nie ma, ale nie powinno być problemu. Teraz prawie 90 proc. aplikujących wizę dostaje. Najważniejsze, że nigdy pan nie był jeszcze w USA i nie ma pan rodziny, która tam nielegalnie pracuje - uspokaja urzędniczka w ambasadzie. Proponuje postarać się o wizę wielokrotnego wjazdu, z możliwością półrocznego pobytu i ważną przez 10 lat. Powinna spokojnie wystarczyć, jeśli dom ma być tylko wakacyjną rezydencją i lokatą kapitału.

Pozostaje załatwić kredyt na 200 tys. dol. W bankach na pytanie o pożyczkę dostają dreszczy. - Oczywiście udzielamy kredytu na zakup nieruchomości za granicą, ale trzeba mieć zabezpieczenie w postaci innej nieruchomości w Polsce. Suma kredytu nie może przekroczyć 70 proc wartości tej nieruchomości - pogrążył mnie doradca w BZ WBK.

Skąd mam mu wziąć nieruchomość? Wszystkie banki żądają takiego zastawu. Chcą ode mnie domu albo kawałka ziemi w Polsce. I tu jest pies pogrzebany. Bez tego nie mam co marzyć o willi za oceanem.