Budownictwo mieszkaniowe kwitnie jak za Gierka

W tym roku powstanie najpewniej ponad 130 tys. nowych mieszkań, a na niemal dwa razy więcej zostaną wydane pozwolenia budowlane. Wygląda więc na to, że już wkrótce wielu Polaków przestanie wspominać z rozrzewnieniem dekadę Edwarda Gierka, kiedy budowano ponad 200 tys. mieszkań
Rekordowy był pod tym względem rok 1978, kiedy powstało ich aż 283 tys. Jednak wtedy nie liczono się z pieniędzmi. PZPR kazała budować, to budowano, nawet gdy jej strategia gospodarcza runęła z hukiem. Lata 80. Polakom kojarzą się dziś głównie z niedoborem podstawowych artykułów.

Z kolei najgorsza dla budownictwa mieszkaniowego była połowa lat 90. W 1996 r. oddanych zostało do użytku zaledwie 62,1 tys. mieszkań. Państwo przestało dopłacać do kredytów dla spółdzielni mieszkaniowych, a komercyjne kosztowały wówczas ok. 27 proc. w skali roku. Na nowe mieszkania stać więc było nielicznych.

Choć w następnych latach budownictwo mieszkaniowe odbiło się od dna, to o prawdziwym ożywieniu możemy zacząć mówić dopiero od 2004 r., gdy motorem napędzającym koniunkturę stały się rekordowo tanie kredyty. W dodatku Polacy zaczęli po nie odważnie sięgać, gdyż dzięki ożywieniu gospodarki przestali się bać bezrobocia. I co równie ważne, szybko przybywało firm chcących skorzystać na dobrej koniunkturze. Efekt? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że mijający rok będzie najlepszym od 15 lat. Optymizmem napawają szczególnie tegoroczne dane dotyczące pozwoleń na budowę i rozpoczynanych inwestycji. To właśnie te dane najlepiej mówią o koniunkturze w budownictwie mieszkaniowym.

- Ciesząc się z tej informacji, należy zauważyć, że powiększa się różnica pomiędzy liczbą wydanych pozwoleń a faktycznie rozpoczynanych budów. Oznacza to, że te pozwolenia gdzieś są kumulowane. Jednak prędzej czy później trafią one na rynek, powiększając jeszcze bardziej dostępną ofertę - mówi doradca zarządu ds. nieruchomości mieszkaniowych redNet Consulting Maciej Dymkowski.

A im więcej będzie powstawało nowych mieszkań, tym bardziej będą stabilizować się ich ceny, zwłaszcza w największych aglomeracjach, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu rosły jak na drożdżach. Mieszkania są już tak drogie (nawet po 8-9 tys. zł za m kw.), że po ostatnich podwyżkach stóp procentowych Polacy przestali szturmować biura deweloperów. Czy jeśli taka sytuacja utrzyma się jeszcze przez kilka miesięcy, to firmy zaczną obniżać ceny? - Reakcje deweloperów są różne. Jedni spokojnie czekają, utrzymując dotychczasowe ceny, a inni decydują się na lepiej lub gorzej zakamuflowane obniżki - odpowiada prezes firmy doradczej Reas Kazimierz Kirejczyk. - W ramach oferty promocyjnej deweloperzy mogą opłacić za nabywcę podatek VAT, czyli de facto obniżyć cenę o 7 proc., albo np. włączyć do ceny mieszkania miejsce postojowe w garażu podziemnym - dodaje.

Według Kirejczyka, jeśli nie nastąpi poważne zahamowanie wzrostu gospodarczego, a w efekcie - wzrostu bezrobocia i inflacji, to raczej nie mamy co liczyć na duże i powszechne spadki cen. Równocześnie ten analityk przyznaje, że w 2008 r. najpewniej spadną indeksy cen średnich, bo zwiększy się podaż stosunkowo tanich tzw. mieszkań popularnych, na które jest najwięcej chętnych. Dużo takich mieszkań ma powstawać np. w podwarszawskiej Lesznowoli, Ożarowie czy Raszynie.

Podobnego zdania jest Dymkowski. - Ale dobrze powinny się też sprzedawać prawdziwe apartamenty. Mercedes znajdzie nabywcę zarówno w czasie bessy, jak i hossy. A segment średni? Cóż, tu będzie niezwykle ciekawie. Z jednej strony już wprowadzone inwestycje, które często nazywane są apartamentami, mimo że nie mają z nimi wiele wspólnego. Z drugiej kolejne projekty w przygotowaniu, często na działkach, za które zapłacono dużo, a być może nawet nieco za dużo. Właśnie w tej części rynku spodziewam się największej konkurencji i walki o klienta - ocenia Dymkowski.