Agencja daje ziemię, a potem odbiera

Czy Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR), zwalczając spekulację gruntami rolnymi, sama zachowuje się jak spekulant?
Rodzeństwo - Zygmunt M.L. i Maria K. - kupiło od ANR w marcu 2006 r. 27 ha ziemi na Mazurach. Dziewięć miesięcy później olsztyński oddział tej agencji zawiadomił ich, że zamierza skorzystać z prawa odkupu tej nieruchomości. Agencja zażądała zwrotu ziemi. Obiecała, że zwróci też pieniądze, ale tylko tyle, za ile wzięła.

Rodzeństwo odmówiło i agencja próbuje odzyskać ziemię na drodze sądowej. W czwartek odbyła się w warszawskim sądzie okręgowym rozprawa. Wyrok: 20 grudnia. - Niestety, sprawa wygląda na przegraną. Agencja może w majestacie prawa zabrać ziemię każdemu bez uzasadnienia takiej decyzji - mówi mecenas Krzysztof Dobrowolski, który reprezentuje w sądzie poszkodowanych.

W ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego jest bowiem przepis, który daje ANR prawo odkupu sprzedanej ziemi w ciągu pięciu lat od transakcji. Dobrowolski liczy, że założonemu przez niego Ruchowi na rzecz Walki z Prawem Odkupu uda się przekonać rządzących do usunięcia tego przepisu. Problem w tym, że do władzy wrócił właśnie PSL, a to właśnie ludowcy przeforsowali w Sejmie w 2003 r. takie rozwiązanie. Rzecznik prasowy ANR Wojciech Adamczyk poinformował nas, że do tej pory skorzystała ona z prawa odkupu 70 razy. Tego typu decyzje dotyczyły łącznie ponad 1 tys. ha.

Czym były uzasadniane? - Najczęściej zamiarem sprzedaży nieruchomości przez nabywcę w krótkim czasie od jej nabycia za znacznie wyższą cenę - wyjaśnia Adamczyk. Według niego taki zamiar miał Zygmunt M.L., na co agencja ma mieć dowody.

- Moi klienci myśleli o sprzedaży nieruchomości, ale zmienili zdanie i postanowili ją zatrzymać - zapewnia mec. Dobrowolski. I zarzuca agencji, że kieruje się ona tylko chęcią zysku, bo odkupioną ziemię chce ponownie sprzedać. Tylko drożej.

Dobrowolski ostrzega, że zagrożonych może być ponad 100 tys. osób, które kupiły grunty rolne w ciągu ostatnich czterech lat. Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej agencja sprzedawała je średnio po 4200 zł za ha. Od tego czasu jej cena ostro wzrosła - tylko przez ostatnie trzy miesiące o blisko 13 proc. do poziomu 10,3 tys. zł za ha. A np. w województwie wielkopolskim trzeba się liczyć z wydatkiem nawet 16 tys. zł za ha.

Adamczyk z ANR zaprzecza, że agencja korzysta z prawa odkupu, aby zarobić więcej. Zapewnia też, że zwraca wydatki, dzięki którym wzrosła jej wartość. Ale czy całe?

Prezes szczecińskiej spółki Węglobud Genowefa Piwońska opowiada nam, że kupiła od ANR 46 ha gruntów rolnych, które - jak wykazały późniejsze badania geologiczne - zawierają duże pokłady żwiru. Spółce półtora roku zajęło załatwienie procedur związanych z uzyskaniem koncesji na wydobycie. Kiedy już ją uzyskała, ANR zażądała zwrotu ziemi. - Zaczęły się tu kręcić spółki drogowe, dla których taka żwirownia to skarb - żali się nam pani prezes. Węglobud zainwestował w ten biznes przeszło 1,1 mln zł. Piwońska twierdzi, że agencja jest skłonna oddać niespełna 750 tys. zł. Ponieważ spółka nie zgadza się na takie warunki, także i ta sprawa najpewniej będzie miała swój finał w sądzie.