Uwaga na nierzetelnych deweloperów bez zezwoleń

Nie kupujcie mieszkań i domów od deweloperów, zanim uzyskają oni zezwolenie na budowę - ostrzega Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD)
- Sprzedaż mieszkań przed uzyskaniem pozwoleń na budowę jeszcze nie jest zjawiskiem masowym. Obawiamy się jednak, że może się stać, gdyż na rynku przybywa firm typu Jasio Development. Mogą one być zagrożeniem dla kupujących nowe mieszkania - mówi Jacek Bielecki z zarządu PZFD. - Doświadczenie uczy, że ich sprzedaż bez zamknięcia przygotowania inwestycji od strony formalnoprawnej, czyli uzyskania pozwolenia na budowę, może doprowadzić do niedotrzymania zobowiązań umowy, np. w kwestii terminu zakończenia inwestycji czy też ceny - wyjaśnia.

Prezes firmy doradczej Reas Kazimierz Kirejczyk potwierdza, że szybko przybywa firm chcących skorzystać na dobrej koniunkturze na rynku mieszkaniowym. W ciągu ostatniego roku w samej tylko w Warszawie liczba deweloperów wzrosła z blisko 90 do 120. Jednak wśród nich tylko nieliczni stawiają pierwsze kroki w deweloperce. Mimo to Kirejczykowi podoba się inicjatywa PZFD. - Najpewniej chodzi o podniesienie standardu obsługi klientów - sądzi ten analityk.

Bielecki potwierdza to, ale równocześnie przyznaje, że komunikat wynika też z obawy, by ewentualna seria wpadek nierzetelnych deweloperów nie pogorszyła wizerunku wszystkich działających na rynku firm. Ten wizerunek już teraz nie jest najlepszy, o czym świadczą wypowiedzi na forach internetowych. "Dziś z deweloperem się nie negocjuje. Albo podpisujesz umowę, jaką ci daje, albo spadaj, bo na "twoje" mieszkanie czeka już 50 innych napalonych klientów" - żali się jeden z czytelników.

Dowiedzieliśmy się, że pod koniec lipca Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) opublikuje raport na temat niezgodnych z prawem praktyk firm deweloperskich. Katarzyna Frąc z UOKiK mówi, że w umowach, które deweloperzy podsuwają klientom, są klauzule, które miałyby zwolnić firmę z odpowiedzialności za niedotrzymanie warunków umowy. Dzięki akcji UOKiK będzie przynajmniej wiadomo, których klauzul deweloperom nie wolno stosować.

Dodajmy, że w PZFD nie widzą niczego złego w tym, że firmy niemające pozwolenia na budowę zawierają z klientami umowy rezerwacyjne, które są zwykłym świstkiem papieru. Klient płaci np. 2 tys. zł i czeka, aż deweloper załatwi procedury związane z inwestycją. Problem w tym, że czasem trwa to bardzo długo, a wtedy firma pod groźbą rozwiązania rezerwacji wymusza wyższą cenę.