Potrzeba więcej urzędników do budowy dróg

W poprzedniej kadencji został przygotowany tylko jeden istotny projekt - autostrada A2 na odcinku Stryków - Konin - mówi Jerzy Polaczek, minister transportu.
Andrzej Kublik: Ile kilometrów nowych dróg ekspresowych i autostrad dostaną w tym roku kierowcy?

Jerzy Polaczek: Po poprzednikach odziedziczyliśmy niewiele. Oddane w tym roku kilka kilometrów autostrad to efekt pracy rządu SLD. Efekt naszego wysiłku to 600 km autostrad i dróg ekspresowych, na których trwają prace przygotowawcze i budowlane, a Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma do dyspozycji znacznie więcej pieniędzy na przygotowanie inwestycji. Teraz wydaje na to 1 mld zł rocznie, kilka lat temu - 300 mln zł. Rozpoczynamy kilka nowych zadań, a program rządowy będzie w pełnym toku realizacji już w przyszłym roku.

Przed rokiem premier Kazimierz Marcinkiewicz zapowiadał, że do 2013 r. polscy kierowcy dostaną 1150 km nowych autostrad i 1560 km nowych dróg ekspresowych. To aktualne zapowiedzi?

- Nie ma żadnej zmiany priorytetów w polityce państwa. Można mówić tylko i wyłącznie o wzmożeniu wysiłku, aby ten cel osiągnąć. Obrazowo można powiedzieć tak, że państwo niezależnie od tego, czy przygotowuje projekt autostradowy w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, czy w systemie tzw. tradycyjnym, musi podać projekt "na talerzu". Myśmy takiej "zastawy" po poprzednikach nie dostali. Był tylko jeden istotny projekt rozpoczęty w poprzedniej kadencji - autostrada A2 na odcinku Stryków - Konin.

Od dwóch miesięcy wiemy, że w 2012 r. wraz z Ukrainą będziemy organizować piłkarskie mistrzostwa Euro 2012. To nie wymaga zmian priorytetów?

- Organizacja Euro 2012 nie narusza zasadniczo przyjętych harmonogramów oraz podstawowej listy inwestycji drogowych, którą zawarto w programie operacyjnym "Infrastruktura i środowisko" finansowanym z dotacji UE. Potrzeba kilku decyzji polegających na przyspieszeniu terminów, zwłaszcza dotyczących niektórych inwestycji rezerwowych. W tej sprawie niezbędne będzie porozumienie kilku resortów. Przede wszystkim minister finansów musi dać rekomendację dotyczącą finansowania, aby zmiany były bezpieczne dla realizacji całego programu budowy dróg.

Na pewno autostradę A4 trzeba dociągnąć do granicy z Ukrainą już do 2012 r., czyli szybciej niż planowano.

- Możemy mówić o takich korektach, które lepiej zintegrują aglomeracje, gospodarzy stadionów, na których będą rozgrywane mecze. To właśnie jedne z takich zmian.

Część ekspertów kwestionuje priorytet dla budowy drogi ekspresowej S19 na ścianie wschodniej, z Rzeszowa do Białegostoku.

- W tej kwestii wypowiedział się rząd i sprawa jest rozstrzygnięta. To jeden z pięciu najważniejszych projektów drogowych. To decyzja, która ma ładunek polityczny, ale jest też uzasadniona potrzebą zapewnienia spójności transportowej tej części kraju. W aspekcie międzynarodowym ta droga jest przygotowywana po to, aby Polska wraz z innymi państwami miała szansę na utworzenie nowego korytarza transeuropejskiego po 2010 roku, kiedy UE będzie dokonywać korekt korytarzy. W tej sprawie osobiście podjąłem inicjatywę współpracy z Litwą, Słowacją i Węgrami. Myślę, że po akcesji Rumunii i Bułgarii także te państwa mogą uznać, że to może być przedmiotem ich zainteresowania. Dla nich to oferta, aby wschodnia granica Unii Europejskiej była "zasilana" takim nowym korytarzem, od Skandynawii przez kraje nadbałtyckie na południe Europy.

Potrzeba zmian w prawie?

- Jeśli chodzi o Euro 2012, to na koniec lipca jest zapowiadany projekt ustawy przez Ministerstwo Finansów, który ma opisywać zakres zaangażowania państwa w inwestycje związane z mistrzostwami. W mojej ocenie dla wszystkich instytucji publicznych w Polsce, i samorządowych, i tym bardziej rządowych, jest rzeczą konieczną zidentyfikowanie tych inwestycji. Potrzebna jest dla nich pieczęć "Euro 2012", która będzie działać jak prawny obowiązek skutecznego załatwienia w określonych terminach wszystkich czynności pozwalających wbić pierwszą łopatę na budowie.

Możemy mówić o uproszczeniu prawa, o ułatwieniach, natomiast potrzebni są mądrzy ludzie w administracji, którzy będą podejmować decyzje, jak prawo polskie i rozwiązania europejskie zastosować w praktyce.

Co pan ma na myśli?

- Trzeba po stronie publicznej wyciągać wnioski z tego, iż kilkakrotnie zwiększy się obciążenie przygotowaniem inwestycji przez administrację rządową. Chodzi też o odpowiedź, jak pomóc wojewodom w podniesieniu zdolności departamentów odpowiedzialnych za sprawy związane z nieruchomościami, prawidłowe wykonywanie decyzji budowlanej, a przede wszystkim jak zwiększyć, i to radykalnie, zdolność wojewodów i Ministerstwa Środowiska do realizowania postanowień środowiskowych, które są kluczowe dla inwestycji.

I zwiększać zatrudnienie w administracji?

- Oczywiście, trzeba sięgać po prawników, absolwentów wydziału ochrony środowiska czy budownictwa. To prosta recepta, żeby przestać opowiadać, a tylko niewielkim wysiłkiem wprowadzać w życie potrzebne rozwiązania. Koszty związane ze wzrostem zatrudnienia trzeba traktować jak inwestycje przynoszące bardzo wysoki zwrot w postaci pełnego wykorzystania środków europejskich. Dlatego nie boimy się takich decyzji. Dobrze by było, aby również partnerzy ministra transportu nadążali za tempem zmian.

Teraz nie nadążają?

- Sytuacja idzie w lepszym kierunku. Kilka lat temu na uzgodnienia środowiskowe czekało się rok albo półtora. Teraz jest szybciej. Nie wypowiadam się jako rzecznik ministra środowiska, ale odkryciem dla mnie była informacja, że wydawaniem postanowień w sprawach środowiskowych w tym ministerstwie w 2005 roku zajmowało się pięć osób dla całego kraju! Teraz jest ich trzy albo cztery razy więcej.

Nowych kadr nie wymagają propozycje Ministerstwa Finansów, aby podzielić GDDKiA - ludzi oraz majątek odpowiedzialny na utrzymanie dróg przekazać samorządom, a w GDDKiA zachować tylko inwestycje?

- Oczywiście, że potrzebę dynamicznych, kompetentnych pracowników odczuwają wszystkie zaniedbane przez poprzednie rządy instytucje. Ale to oddzielny problem, z którym teraz musimy się zmierzyć.

Niedawno Komitet Stały Rady Ministrów przesądził, iż odmiennie, niż proponowało Ministerstwo Finansów, w GDDKiA pozostaną pracownicy i mienie, którzy służą do utrzymania sieci krajowej dróg i zarządzania nią. Jest naturalną logiką, aby ta podstawowa sieć dróg w Polsce była zarządzana w jednolity sposób. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której minister transportu będzie odpowiadać za bezpieczeństwo na drogach krajowych, a jednocześnie na poziomie regionalnym będziemy mieli 16 polityk oznakowań dróg i ich utrzymania zimą.

Natomiast z GDDKiA jako osobna instytucja podległa ministrowi transportu zostanie stopniowo do 2009 r. wyodrębniona Dyrekcja Inwestycji Autostradowych, która będzie się zajmować wyłącznie przygotowaniem i realizacją rządowego programu budowy autostrad i dróg ekspresowych.

Terminy na Euro 2012 są napięte. Może pora zrezygnować z głoszonego na początku kadencji dogmatu budowy dróg przez państwo?

- Zaprzeczam, że jestem ministrem zgłaszającym dogmaty w sprawach budowy autostrad w Polsce. Nie ma dogmatu o nieomylności sposobu budowy dróg i linii kolejowych przez państwo. Mamy tylko jasne stanowisko co do potrzeby aktywności państwa w tej sferze.

Minister transportu zmieni zdanie i pozwoli spółce Gdańsk Transport Company budować autostradę A1 z Grudziądza do Torunia?

- Ta sprawa jest rozstrzygnięta. W ubiegłym roku zaczęto szykować projekt budowlany tej autostrady na zlecenie GDDKiA. Myślę, że niedługo projekt będzie gotowy i Dyrekcja rozpocznie przetarg na wykonanie tego odcinka A1.

A negocjacje z Autostradą Wielkopolską w sprawie budowy A2 do granicy z Niemcami zakończą się w tym roku?

- Prowadzimy intensywne rozmowy z determinacją rozstrzygnięcia ich najpóźniej do końca roku.

Rząd jest pod ścianą z terminami budowy dróg na Euro 2012. To pokusa, aby windować rachunki.

- Pod koniec zeszłego roku rozpoczęliśmy prace, aby doprowadzić do standaryzacji projektowania i wykonywania inwestycji infrastrukturalnych wraz z korektą niezbędnych przepisów. Specjalnie się tym nie chwalimy, chociaż to tytaniczna praca. Jako ministra transportu docelowo interesuje mnie taka sytuacja, kiedy strona publiczna do oferty na realizację odcinka autostrady przygotowuje kosztorys zaakceptowany przez fachowców według takiej zasady, iż niedopuszczalne byłoby proponowanie przez wykonawców ceny np. o 100 proc. wyższej niż w takim kosztorysie. W Stanach Zjednoczonych wykonawcy wykłócają się o 5 albo 3 proc. różnicy w wartości kosztorysowej, bo projekty są przygotowane w sposób ujednolicony dla każdej kategorii drogi.

To jeszcze jeden przykład z wielu dotychczasowych słabości. Jeśli tego nie zmienimy, będziemy mieli taką sytuację jak na "koncesyjnych" odcinkach autostrad A2 i A4, które po kilku latach eksploatacji uległy degradacji i trzeba je remontować. Myślę, że nowe standardy będą wprowadzane w 2008-09 r.

Wykonawcom mogę powiedzieć, że Ministerstwo Transportu przygotowuje projekty drogowe, które są wagi ciężkiej. To projekty odcinków autostrad, które mają co najmniej kilkadziesiąt, a niektóre ponad 100 km w jednym kontrakcie. To dla nich szansa na dobre kontrakty. Mamy nadzieję, że zainteresowanie wykonawców tą ofertą będzie dobrym mechanizmem, by proponowali racjonalne ceny.