Co czeka ogrody działkowe?

Działkowcy, miejcie w tym roku oczy i uszy szeroko otwarte. W Sejmie ważyć się bowiem będą losy waszych ogrodów. Posłowie mają tylko niespełna rok na uchwalenie nowej lub gruntowną modyfikację obecnej ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych (ROD). W przeciwnym razie grozić wam będzie m.in. drastyczny wzrost wydatków związanych z utrzymaniem działek
Rzecz w tym, że 21 stycznia 2014 r. mają przestać obowiązywać przepisy, które na początku lipca ubiegłego roku zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. Dla ogrodów i działkowców są to przepisy na tyle istotne, że sędziowie nie odważyli się ich uchylić od razu.

Niestety, choć od werdyktu Trybunału minie wkrótce sześć miesięcy, w Sejmie niewiele dzieje się w tej sprawie. Wprawdzie swoje projekty zaproponowali w sierpniu posłowie Solidarnej Polski (SP), a w listopadzie - także Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD), jednak nie uzyskały one jeszcze nawet numeru druku sejmowego. Nie wiadomo więc, kiedy odbędzie się ich pierwsze czytanie. Tym bardziej, że swojego projektu nie przygotowała jeszcze Platforma Obywatelska (PO), a trudno sobie wyobrazić, by rządząca partia pozwoliła opozycji decydować o losie ogrodów.

Wygląda na to, że największy zgryz politycy mają z Polskim Związkiem Działkowców (PZD), który - choć przez wielu uważany za relikt PRL - ma ogromny posłuch wśród działkowców, najczęściej ludzi starszych. Dość przypomnieć, że pod koniec poprzedniej dekady Związkowi udało się zebrać ok. 600 tys. podpisów pod protestem dotyczącym zmian w ustawie o ROD, które zaproponowała grupa posłów PO. W efekcie władze klubu tej partii zdusiły w zarodku tę inicjatywę. Jednak tym razem jest inaczej, bo zmiany wymusza Trybunał. Na początek przypomnimy więc jego najważniejsze rozstrzygnięcia, bo to one mają kluczowe znaczenie dla kształtu przyszłej ustawy.

Koniec monopolu PZD

Trybunał uznał za sprzeczne z konstytucją przede wszystkim te przepisy, które przyznają PZD pozycję monopolistyczną w dostępie do gruntów i zarządzania ogrodami działkowymi. Np. tylko tej organizacji państwo lub gmina mogły przekazać nieodpłatnie tereny pod ogrody działkowe. Ba, w przypadku gruntów państwowych, PZD mógł je dostać za darmo nawet w użytkowanie wieczyste. Dodajmy, że akurat z tym przepisem (art. 10 ustawy o ROD) sędziowie się nie patyczkowali i postanowili uchylić go natychmiast. Dalszą konsekwencją zniesienia monopolu związku jest też to, że straci on wyłączność w przyznaniu prawa nieodpłatnego użytkowania działek.

Sęk w tym, że uchylony ma być także przepis, który uzależnia likwidację ogrodu od zgody PZD. Ponadto wskutek werdyktu Trybunału ustawa działkowa przestanie blokować reprywatyzację. Trybunał uznał też za niezgodny z konstytucją przepis, który zwalnia PZD, a pośrednio także działkowców z opłat i podatku od nieruchomości, rolnego i leśnego.

Mimo to nie mają racji ci, którzy twierdzą, że w ten sposób Trybunał pozbawił wszystkich działkowców ochrony i że skazał tym samym ogrody na zagładę. Wręcz przeciwnie, może się okazać, że wielu ogrodom wyjdzie na dobre wyzwolenie się spod kurateli związku. Już teraz zabiega o to wiele z nich. Niestety, bezskutecznie.

Kto nie z PZD, ten przeciw niemu

Andrzej Tomasik jest działkowcem od 30 lat. Przyznaje, że przez 25 lat nie chodził na żadne zebrania w swoim ogrodzie "Mandragora" przy al. Stanów Zjednoczonych w Warszawie. Zaczął się jednak interesować jego losem, kiedy stwierdził, że ulega degradacji - większość z 92 działek wyglądało tak, jakby były porzucone. Jesienią 2011 r. Tomasik został prezesem ROD. Opowiada, że wcześniej wybrany zarząd zrezygnował po czterech miesiącach. Nowy prezes potrzebował kilku miesięcy, by wspólnie z zarządem postawić ogród na nogi - wyremontowano chodniki i budynek gospodarczy, postawiono ogrodzenia wewnętrzne, uporządkowano zaniedbane działki. ROD założył także konto w banku, przez które przechodzą wszystkie wpływy i wydatki. Działkowiec dumny jest także z osiągnięć w dziedzinie informatycznej, bo "Mandragora" prawdopodobnie jest jednym z nielicznych ogrodów, który kartotekę działkowców prowadzi w wersji elektronicznej.

Skąd ROD miał na to pieniądze? Rocznie ok. 30 tys. zł przynoszą wpływy z bilbordów reklamowych, które stoją na terenie ogrodów. Zarząd wyegzekwował także 12 tys. zł zaległych składek członkowskich i rozpoczął procedury mające na celu wykluczenie 20 działkowców, którzy umarli lub przestali interesować się swoimi działkami. Przydzielenie ich innym osobom dałoby ROD spory zastrzyk gotówki, gdyż każdy nowy działkowiec spłaca dług poprzednika. Ponadto wpłaca jednorazowo 350 zł wpisowego, 500 zł na fundusz inwestycyjny oraz dobrowolną wpłatę na fundusz rozwoju. Sęk w tym, że pieniędzmi z wpisowego ogród musi się podzielić z PZD. Tomasik twierdzi, że w ogrodzie zostaje zaledwie jedna piąta wpływów. Ponadto działkowcy muszą oddawać związkowi część obowiązkowej składki członkowskiej, która w ubiegłym roku wynosiła 19 gr za m kw. działki. Ponieważ przeciętna działka ma 300 m kw., więc - jak łatwo obliczyć - roczna opłata wynosiła 57 zł. Dodajmy, że 65 proc. składki zatrzymuje zarząd ogrodu na jego utrzymanie, zaś pozostała kwota trafia do okręgowych i krajowych struktur związku, m.in. na etaty zawodowych działaczy i utrzymanie biuro.

Zgubny dla działkowca okazał się jego pomysł, który przyszedł mu do głowy już po wyroku Trybunału, by poddać pod dyskusję ewentualne wydzielenie się z PZD (m.in. po to by ogród miał więcej pieniędzy i samodzielności w działaniu). - Nie mieliśmy żadnych korzyści z przynależności do PZD - wyjaśnia działkowiec. Zarząd "Mandragory" podjął więc uchwalę o włączeniu tego punktu do zaplanowanego na październik nadzwyczajnego walnego zebraniu ROD. Jednak już w sierpniu Okręgowy Zarząd PZD odwołał ten zarząd i powołał w jego miejsce komisaryczny. Dlaczego? Były prezes opowiada, że jako pretekst wykorzystano to, że zarząd skurczył się wskutek rezygnacji z dziewięciu do czterech osób, a musi ich być minimum pięć. Według działkowca, była to decyzja bezprawna, bo nie upłynęły wymagane prawem trzy miesiące na zapełnienie wakatów. Były prezes dodaje, że największym absurdem jest jednak to, że od tej decyzji nie ma się do kogo odwołać. - Krótko mówiąc państwo w państwie. Muszę się z tym pogodzić - mówi działkowiec. To nie koniec jego kłopotów, bo zarząd komisaryczny ogrodu chce go pozbawić członkostwa i możliwości użytkowania działki. Powód? Działalność na szkodę związku. Zarząd komisaryczny zarzuca byłemu prezesowi m.in. samowolę budowlaną w związku z remontem budynku gospodarczego!

Niektórzy działacze związku najpewniej zarzucą nam manipulację, bo przecież dzieją się w nim tylko same dobre rzeczy. Na szczęście już za nieco ponad rok, przynależność w PZD nie będzie konieczna, by korzystać z działki. Zniknie też przymus dzielenia się z nim składką.

Od radnych wiele zależy

Nie znaczy to jednak, że werdykt Trybunału Konstytucyjnego ma same zalety. Niestety, niesie on ze sobą także kilka zagrożeń. Wspomnieliśmy, że uchylony będzie przepis, który uzależnia ich likwidację od zgody PZD. W ten sposób gminy i państwo będą mogły swobodnie dysponować gruntami, które formalnie są ich własnością. Oczywiście nie można wykluczyć, że niektóre samorządy mogłyby próbować sprzedawać uwolnione tereny firmom deweloperskim pod budowę osiedli lub biurowców.

Musicie jednak wiedzieć, że sposób zagospodarowania danego terenu określa plan zagospodarowania przestrzennego, który uchwalają radni. Tak więc likwidacja ogrodów wydaje się przesądzoną tylko tam, gdzie taki plan przewiduje w tym miejscu zabudowę, np. mieszkaniową. Równie dobrze radni mogą jednak zdecydować, że ogród pozostanie na swoim miejscu.

Uwaga! Procedury związane z uchwalaniem planu zagospodarowania przestrzennego są czasochłonne. Między innymi dlatego, że urzędnicy muszą konsultować swoje propozycje z mieszkańcami. Zatem nie rezygnujcie z walki o utrzymanie ogrodów. W 2014 r. odbędą się wybory samorządowe. Wykorzystajcie to i wybierzcie radnych, którzy będą reprezentowali interesy działkowców. Możecie też liczyć na wsparcie tych mieszkańców, którzy nie użytkują działek, ale nie zgadzają się na ich zabetonowanie.

PZD podaje, że ubiegłoroczne, wrześniowe badanie CBOS pokazało, że za pozostawieniem ogrodów opowiada się 88 proc. mieszkańców miast. Ośmiu na dziesięciu respondentów jest przeciwnych, by na terenach ogrodów działkowych powstawały budynki mieszkalne.

Reprywatyzację trudniej powstrzymać

W dużo gorszej sytuacji są warszawscy działkowcy, bo w stolicy dochodzi problem roszczeń dawnych właścicieli lub ich spadkobierców do terenów zajmowanych przez ogrody. Jeśli miasto nie zwróci bezprawnie zabranych w okresie PRL gruntów, będzie to oznaczało konieczność wypłacenia gigantycznych odszkodowań z kieszeni wszystkich podatników. W grę wchodzą miliardy złotych. Wskutek werdyktu Trybunału Konstytucyjnego ustawa działkowa przestanie blokować reprywatyzację. I jeśli wierzyć PZD, przeniesienie w inne miejsce grozi przeszło połowie ze 171 stołecznych ogrodów. W całym kraju zagrożonych jest ich ponad 340! Nie oznacza to, że masz czekać na ten "wyrok" z założonymi rękami. W PZD twierdzą, że w wielu przypadkach roszczenia są bezpodstawne. Prawnicy związku pilnują interesów działkowców w zagrożonych ogrodach. Ale co będzie później? Na to pytanie na razie nie potrafimy odpowiedzieć.

Uwaga! Na szczęście Trybunał nie zakwestionował przepisu, na podstawie którego działkowcom należy się teren zamienny oraz odszkodowanie za altany, krzewy i drzewa. Za niezgodny z konstytucją sędziowie uznali natomiast przepis, który nakłada na gminę obowiązek założenia nowego ogrodu oraz odtworzenia urządzeń i budynków, które znajdowały się w zlikwidowanym.

Groźna opłata i podatki

Inną konsekwencją lipcowego wyroku Trybunału może być konieczność płacenia podatku rolnego lub od nieruchomości. A właśnie drastycznej podwyżki kosztów najbardziej obawiają się działkowcy. Np. w tym drugim przypadku stawka za m kw. działki sięga 45 gr, a dodatkowo 7,66 zł za m kw. powierzchni użytkowej altanki. Jeśli więc działka ma 500 m kw., a altanka - 25 m kw., to podatek może wynieść przeszło 410 zł rocznie. To spora kwota na emerycką kieszeń. A przecież działkowiec musiałby też partycypować w podatkach za urządzenia i tereny wspólne, np. pod alejkami.

Czy nowa ustawa mogłaby przyznać tego typu przywilej poszczególnym ogrodom? Wygląda na to, że Trybunał nie ma nic przeciwko temu, gdyż za niekonstytucyjne uznał tylko to, że beneficjentem jest właśnie PZD.

Zanosi się na ostry spór

Na początku wspomnieliśmy, że największy zgryz politycy mają z PZD. W przyszłym roku odbędą się bowiem wybory samorządowe, więc nie będą oni chcieli zrazić do swoich partii potencjalnych wyborców. Dodajmy, że w całym kraju pod kuratelą PZD jest blisko milion działek. Ponieważ działka jest przydzielana rodzinie, która w Polsce liczy zazwyczaj cztery osoby, przyjmuje się, że z działek korzysta ok. 4 mln osób. Np. posłowie SLD w swoim projekcie proponują, by związek zachował "możliwość dalszego funkcjonowania w oparciu o istniejące zapisy ustawy prawo o stowarzyszeniach". PZD miałby także zachować swoje dotychczasowe prawa i obowiązki "wynikające z użytkowania lub użytkowania wieczystego".

W Sejmie ta propozycja zderzy się jednak z pomysłami posłów SP, PO, a być może także i PiS. Ci pierwsi chcą pozbawić PZD nie tylko wszelkich ustawowych uprawnień i kompetencji, ale także i majątku. Np. grunty będące obecnie w użytkowaniu wieczystym PZD miałyby przejąć ogrody (one stałyby się automatycznie użytkownikami wieczystymi). Z kolei majątek PZD miałby być znacjonalizowany. Przy czym składniki tego majątku położone na terenie poszczególnych ogrodów stałyby się wspólną własnością działkowców.

Likwidację PZD zaproponuje najpewniej także PO. Użytkowanie wieczyste gruntów wygasłoby z mocy ustawy, zaś z majątku związku miałby być stworzony Krajowy Fundusz Ogrodowy.

Rzecz jasna działacze PZD będą przekonywali, że tego typu rozwiązania są niekonstytucyjne. Ponadto stanowią dla działkowców śmiertelne zagrożenie, bo nie będzie już komu bronić ich interesów. Pod auspicjami związku powstał więc obywatelski projekt nowej ustawy działkowej, która ma pozwolić mu zachować majątek oraz wpływy. PZD miałby być przekształcony w stowarzyszenie ogrodowe, które dalej zarządzałoby ogrodami. Te stałyby się "terenowymi jednostkami organizacyjnymi stowarzyszenia ogrodowego". Oczywiście członkowie PZD zachowaliby członkostwo w "stowarzyszeniu ogrodowym".

Czy poszczególne ogrody mogłyby się wyzwolić spod jego kurateli? Projekt obywatelski zakłada, że tylko w ciągu dwóch lat od wejścia w życie ustawy, działkowcy w danym ogrodzie (terenowej jednostce organizacyjnej stowarzyszenia ogrodowego) mogliby podjąć decyzję o powołaniu odrębnego stowarzyszenia ogrodowego, które przejęłoby prowadzenie tego ROD.

Uwaga! Uchwała o jego wyodrębnieniu musiałaby być podjęta "bezwzględną większością głosów, przy obecności co najmniej połowy liczby członków stowarzyszenia ogrodowego z ROD, którego uchwała dotyczy". Ze spełnieniem tego drugiego warunku może być jednak pewien problem, bo frekwencja na walnych zebraniach ROD zwykle jest bardzo mała.

Działki na sprzedaż

Autorzy projektu obywatelskiego zadbali także o to, by chronił on interesy ogrodów w przypadku ich likwidacji oraz w kwestii podatków i opłat. I wiele wskazuje na to, że w tych sprawach politycy są w stanie się porozumieć. Np. SLD proponuje utrzymanie status quo. Także posłowie SP chcą, by likwidacja ogrodu była ostatecznością. Ponadto proponują zwolnienie z podatku od nieruchomości, ale tylko altanek, których powierzchnia nie przekracza 25 m kw. w miastach i 35 m kw. poza ich granicami. Zgodnie z projektem za grunt działkowcy mieliby więc płacić podatek od nieruchomości lub rolny. Ponadto projekt SP zakłada utworzenie w ogrodach wspólnot mających osobowość prawną, które mogłyby się zrzeszać. Działkowcy m.in. wybieraliby na zebraniu wspólnoty zarząd oraz radę społeczną ogrodu, która sprawowałaby nad nim kontrolę. Oczywiście, działkowcy ustalaliby wysokość składek.

Co ważne, prawo użytkowania działki miałoby być ograniczonym prawem rzeczowym, które - podobnie jak obecnie spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu - byłoby zbywalne i dziedziczne. Sprzedaż działki byłaby jednak uzależniona od zgody zarządu wspólnoty.

Działkowiec musiałby mu wyjawić, komu i za ile zamierza sprzedać działkę. A gdyby zarząd odmówił? Wtedy miałby on dwa miesiące na wskazanie innego kontrahenta, który zgodziłby się zapłacić żądaną przez sprzedającego cenę. Dopiero po upływie tego terminu miałby on w tej kwestii całkowicie wolną rękę.

Co ciekawe, podobne rozwiązanie proponują działacze PZD w projekcie obywatelskim (działkowiec mógłby odpłatnie w drodze umowy przenieść prawa i obowiązki wynikające z prawa do działki).

Co zaproponuje PO?

Posłowie tej partii jeszcze nie wnieśli do Sejmu swojego projektu ustawy. Zanosi się jednak na to, że zaproponują najgorsze z punktu widzenia działkowców rozwiązania. Posłowie rozważają m.in., by umowę na prowadzenie ogrodu właściciel terenu zawierał na czas oznaczony ze stowarzyszeniem ogrodowym, które poparła na piśmie największa liczba działkowców z tego ogrodu. W przypadku gdy przewiduje go plan zagospodarowania przestrzennego, pierwsza umowa byłaby zawierana na 25 lat. Jeśli takiego planu nie ma, lub przewiduje on inne przeznaczenie terenu, umowa byłaby 15-letnia.

Ponadto stowarzyszenie ogrodowe miałoby płacić właścicielowi gruntu opłatę roczną w wysokości nie większej niż 0,2 proc. jego wartości.

Komentarze (1)
Co czeka ogrody działkowe?
Zaloguj się
  • Gość: ToJa

    Oceniono 3 razy 3

    A ja mam gdzieś żebraninę. Moja działka powstała 45 lat temu w wyniku karczowania (dosłownie) lasu przez mojego ojca. Z biedniutkim domkiem i kilkoma drzewkami i krzewami. Nie stać mnie na wyjazdy na urlop i teraz mają mi to odebrać. Skoro oddali za bezcen stocznie, wielkie zakłady przemysłowe,to dlaczego nie mam mieć prawa do wykupu czegoś co jest w mojej rodzinie ponad 40 lat. Żądam możliwości pierwokupu. Na tym polega demokracja, że ci co się nakradli będą mieli jeszcze więcej, a biedota będzie się miała jeszcze gorzej. A któż to jest właścicielem działki ogrodowej? Bidak, co siedzi tam w wolnych chwilach i plewi chwasty. Pewnie się mylę... Właścicielami za chwilę będą developerzy, a te (w tym i ja) żałosne staruchy będą patrzeć na swoją dawną działkę, bez prawa wstępu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX