Gant - co dalej z deweloperem?

Ta jedna z największych firm deweloperskich wykazała stratę po pierwszym półroczu, a co gorsza, dławi ją zadłużenie. Analitycy zastanawiają się nawet, czy przetrwa. Deweloper uspokaja, że finanse ma pod kontrolą, a inwestycje realizuje zgodnie z planem.
Gant Development to wrocławska firma, która w latach 2008-2012 wybudowała ponad 3,3 tys. mieszkań, głównie tzw. popularnych. Obecnie najwięcej inwestycji prowadzi we Wrocławiu, ale obecna jest także w Warszawie, Gdańsku, Opolu, Krakowie i Poznaniu. Pod koniec sierpnia w ofercie tego dewelopera było 910 mieszkań. Co o tym wszystkim mają sądzić klienci Ganta oraz ci, którzy rozważają zakup mieszkania od tego dewelopera? O wyjaśnienia poprosiliśmy wiceprezesa spółki Andrzeja Szornaka.

Michał Wilgocki: Czy z Gantem Development jest tak źle, że spółce grozi upadłość?

Andrzej Szornak: Milionowe straty robią wrażenie, ale tylko wtedy, kiedy oderwie się je od pewnej całości. Przede wszystkim musimy wyjaśnić, że mimo zaksięgowanej straty sytuacja Ganta jest stabilna. Liczby biorą się stąd, że przychód, czyli to, co klient płaci nam za mieszkanie, możemy zaksięgować w takim raporcie dopiero wtedy, kiedy wydamy klucze do mieszkania, a inwestycja będzie miała pozwolenie na użytkowanie. W raportowanym okresie klienci wpłacili na nasze konto ok. 100 mln zł. Znacznej części tej kwoty nie mogliśmy wykazać, ponieważ kilka inwestycji czeka jeszcze na pozwolenie na użytkowanie. Mimo że te pieniądze są już fizycznie nasze, a pozwolenia są kwestią kilku tygodni.

Jednak siedem milionów straty to dla klienta sygnał, że spółka może mieć problem z płynnością...

- Tylko dla takiego klienta, który nie zna rynku. Każdy deweloper ma okresy, w których wykazuje milionowe zyski i takie, w których wykazuje milionowe straty. To po prostu specyfika tej branży.

Czyli firma musiała już kiedyś być w podobnej sytuacji?

- Owszem. Np. w ubiegłym roku. Albo przed dwoma laty. Za żadnym razem nie upadliśmy. O tym, że Gant jest w dobrej kondycji niech poświadczy fakt, że przed kilkoma dniami wykupiliśmy ostatnie obligacje z emisji sprzed półtora roku.

Skoro mowa o obligacjach - zarzut, który pojawił się pod adresem Ganta jest taki, że podczas ostatniej emisji obligacje wypuściliście przed publikacją raportu wykazującego straty. Gdyby inwestorzy znali sytuację finansową spółki wcześniej, nie udałoby się na tej emisji zarobić aż 22 mln zł.

- To tylko gdybanie. Dla poważnego inwestora raport za pierwsze półrocze nie jest jedyną metodą weryfikacji, czy spółka jest w dobrej kondycji. Przed zakupem pyta o to, jakie mamy zobowiązania i jaki mamy pomysł na ich spłatę. Więc raport nie powinien być dla nikogo niespodzianką.

Jak wysokie są zobowiązania spółki?

- W tej chwili to ponad 200 mln zł kredytów, a także obligacji. Jednak trzeba dodać, że w pierwszym półroczu, którego dotyczy raport, nasze dotychczasowe zobowiązania zmniejszyliśmy o ponad 100 mln zł.

Solaris Park - inwestycja przy ul. Racławickiej we Wrocławiu, w ramach której miało powstać tysiąc mieszkań - została zawieszona. Czy to nie znak, że spółka ma problem z płynnością?

- W tej chwili na rynku pierwotnym we Wrocławiu jest ponad 9 tys. mieszkań. Przy obecnym popycie wyprzedanie tej oferty zajęłoby deweloperom ponad dwa lata. Uznaliśmy, że nie ma sensu w tym momencie budować kolejnych mieszkań, zwłaszcza że powiększenie tej oferty mogłoby wymusić na deweloperach dalszą obniżkę cen, co żadnemu z nas nie jest na rękę. Inwestycja została jednak wstrzymana na krótko. Uważam, że w ciągu dwóch lat mieszkań w ofercie znacznie ubędzie. Zakładając, że cykl budowlany trwa 18 miesięcy, ruszymy z inwestycją za pół roku, tak, żeby mieszkania były gotowe w momencie, kiedy oferta konkurencyjna będzie znacznie przebrana.

Spółka ma pieniądze na tę inwestycję, nie jest ona w żaden sposób zagrożona. Podobnie jak żadna z czterech, które prowadzimy we Wrocławiu. Poza tym, do realizacji każdej inwestycji powołujemy osobną spółkę celową, tak aby w przypadku ewentualnego fiaska dotknęło ono tylko tę jedną, konkretną inwestycję, a nie wszystkie pozostałe.

Klienci mogą się bać kupować mieszkania w inwestycjach, które sprzedają się latami?

- Sprzedajemy mieszkania w systemie 10/10/80. Klient płaci 10 proc. w 45 dni po podpisaniu umowy, kolejne 10, kiedy budynek jest w stanie surowym, a resztę - przy odbiorze klucza. Klient, który zapłaci całą kwotę za mieszkanie, dostaje od banku promesę, że jego lokal nie jest już obciążony hipoteką. Poza tym duże inwestycje realizujemy w etapach, a bank traktuje każdy z nich jako osobny projekt. Czyli ktoś, kto kupi mieszkanie w pierwszym etapie, nie będzie miał problemu z hipoteką, jeżeli coś pójdzie nie tak na etapie drugim albo trzecim.

Sprawdź oferty sprzedaży mieszkań na Domiporta.pl

Sprawdź oferty sprzedaży domów na Domiporta.pl

Sprawdź oferty sprzedaży apartamentów na Domiporta.pl

Więcej o: