Katowicom potrzebny jest sprawny menedżer

Do przebudowy śródmieścia stolicy województwa są potrzebni nie tylko architekci, ale przede wszystkim wysokiej klasy menedżerowie, którzy przyciągną dużych inwestorów. Tymczasem władze miasta nie robią nic, żeby ich pozyskać.
Między wielkimi miastami w Polsce trwa ostra walka o zagranicznych inwestorów. Katowice, podobnie jak inne miasta aglomeracji górnośląskiej, konkurują głównie z Wrocławiem i Krakowem. - Macie potencjał ludzki, ale nad Śląskiem ciąży fatum, że tutaj nic nie ma. Inwestorzy wolą Wrocław, bo jest tam gdzie wyjść po pracy - mówi Paweł Panczyj, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

Przebudowa śródmieścia powinna więc być priorytetem dla Katowic. Bez tego miasto nie ma szans na duże inwestycje. Zeszłoroczny konkurs architektoniczny przyniósł wizję modernizacji przestrzeni między Rynkiem a Spodkiem. Jego zwycięzca - architekt Tomasz Konior mówi jednak, że do powodzenia całego przedsięwzięcia jest potrzebny sztab operacyjny. - Musi powstać jak najszybciej i składać się z najlepszych specjalistów. To on będzie zajmował się rozmowami z inwestorami, mediacjami między różnymi stronami, szukaniem najlepszych rozwiązań finansowych i organizacyjnych. Myślę, że kierownikiem projektu powinien być ktoś, kto miał doświadczenie przy podobnej przebudowie któregoś z dużych miast europejskich - mówi Konior. Niestety, na razie miastu nie udało się zdobyć takiego menedżera, w konkursie na to stanowisko nie było żadnych ofert.

Tymczasem we Wrocławiu miasto powołało spółkę akcyjną - Agencję Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej. Jej głównym zadaniem jest właśnie szukanie inwestorów i pomaganie mu w zdobywaniu wszelkich pozwoleń. - Staramy się wprowadzać zasadę jednych drzwi, czyli stworzyć miejsce, gdzie zainteresowany inwestowaniem we Wrocławiu może załatwić różne sprawy. Co więcej, my te drzwi staramy się zanieść każdemu inwestorowi. Dostaje od nas własnego project managera, który prowadzi daną firmę aż do zakończenia inwestycji, zajmuje się zdobyciem dla niej pozwoleń, informacji, nawiązuje kontakty z agencjami nieruchomości, uczelniami czy firmami rekrutacyjnymi - tłumaczy prezes Panczyj.

Na podobnych zasadach funkcjonuje Centrum Promocji Gospodarczej w Urzędzie Miejskim w Krakowie. - Każdy klient otrzymuje od nas opiekuna, który pomaga przez cały proces inwestycyjny. Na jego pomoc mogą liczyć też istniejące już firmy, bo przecież stale się rozwijają, budują biurowce, poszukują nowych, wykwalifikowanych pracowników. Inwestorzy stale są informowani o swoich sprawach, nie czują się zawieszeni w próżni, jak to zwykle bywało w urzędach - mówi Beata Górska-Nieć, kierowniczka centrum obsługi inwestycji w CPG.

Takie rozwiązania przynoszą sukcesy. Wrocław wygrał z Poznaniem rywalizację o potentata informatycznego Hewlett-Packard, a tylko w ostatnich miesiącach miasto podpisało umowy z gigantem internetowym, amerykańskim Google, na utworzenie centrum badawczo- rozwojowego, oraz z Credit Suisse na utworzenie centrum finansowo-operacyjnego. - Jako spółka komunalna jesteśmy częściowo niezależni od gry politycznej i dajemy inwestorom poczucie stabilności - dodaje Panczyj.

Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu, zapewnia, że miasto jest przyjazne dla inwestorów. - Nie ma może u nas menedżerów, ale każdy dostaje od nas wszelką pomoc i potrzebne informacje.

Ważna jest także spójna polityka planowania przestrzennego. - Mamy już na ukończeniu ramowy plan zagospodarowania przestrzennego całej aglomeracji. Im więcej terenów objętych planami, tym stają się one dostępniejsze i atrakcyjniejsze dla inwestorów - podkreśla Grzegorz Roman, dyrektor departamentu architektury i rozwoju we wrocławskim magistracie.

We Wrocławiu nad planami pracuje kilkudziesięcioosobowy zespół Biura Rozwoju Miasta, podczas gdy w Urzędzie Miejskim w Katowicach raptem kilka osób. Dlatego w stolicy województwa śląskiego ciągle większość terenów to białe plamy. Miasto zleca opracowanie planów zewnętrznym firmom, co wydłuża ich powstawanie, bo dochodzi do niego proces przetargowy. Jednak Bojarun nie widzi tu problemu. - Często przygotowujemy plan już pod konkretnego inwestora, to łatwiejsze niż zmiana planu. Oni sobie chwalą taki model. A że nasze biuro jest małe? Gdybyśmy zatrudnili 40 planistów, to po jakimś czasie pokryliby planami całe miasto i trzeba by większość z nich zwolnić.