Jak obniżyć sobie marżę od hipoteki

Możesz wynegocjować nawet o połowę niższą marżę kredytu hipotecznego, jeśli zgodzisz się na przeniesienie do nowego banku również konta, karty i polisy - to wnioski ze wspólnego raportu ?Gazety? i Expandera
Banki ostatnio zaczęły poszerzać nieco oczka sita, przez które przesiewają wnioski o kredyty. Pojawiły się propozycje kredytów hipotecznych we frankach i w euro - chwali się nimi choćby Nordea i Deutsche Bank. Są też reklamy kredytów bez wkładu własnego - ostatnio ostro promuje je w telewizji PKO BP. Ale klienci nie mają łatwego życia. Dyktowane przez bankowców marże wciąż bywają zaporowe.

Co prawda w Banku Pocztowym czy Lukas Banku, starając się o 300 tys. zł kredytu ze sporym, 25-proc. wkładem własnym, można jeszcze liczyć na przyzwoitą marżę - od 2 proc. w górę. A w Banku Millennium mogą zaproponować nawet 1,8 proc. Ale już w GE Money zażądają 5,4 proc., a w Multibanku - aż 7,6 proc. Tak wysoka marża sprawia, że nawet przy niskich stopach procentowych roczne oprocentowanie kredytu hipotecznego może zbliżyć się do 10 proc. w skali roku!

Jedni obniżą marżę nawet o połowę...

Na szczęście w niektórych bankach, starając się o kredyt, możesz walczyć o obniżkę marży. Warunek: przeniesienie do tego banku innych produktów finansowych, np. konta osobistego, debetu, karty kredytowej. Kiedyś takie rabaty zdarzały się rzadko, ale dziś - jak sprawdzili dla "Gazety" doradcy finansowi Expandera - ponad dwie trzecie wszystkich banków pożyczających pod hipotekę ma w swojej ofercie regularne obniżki marży.

O obniżkę marży warto się starać, bo o ile stopy procentowe są raz wysokie, raz niskie, o tyle z wysoką marżą kredytową trzeba będzie żyć przez długie lata. Banki zwykle ustalają marżę raz na cały okres kredytowania i niechętnie renegocjują w trakcie spłaty rat.

Ile można wytargować? Rzecz jasna bardziej chętne do obniżania marży są te banki, w których wyjściowe stawki są bardzo wysokie. Choćby wspomniany wyżej Multibank. Tu, składając wniosek kredytowy na 300 tys. zł i deklarując 25-proc. wkład własny, można zbić marżę nawet o połowę, czyli do 3,8 proc. Ale trzeba do banku przenieść i konto, i kartę, i nawet ubezpieczenie na życie. A na dodatek zobowiązać się, że będziemy z tych wszystkich produktów korzystać przez co najmniej pięć lat. No i nawet po obniżce kredyt wciąż nie jest tani.

Mniej wymagające są inne banki. W Nordei i Polbanku można liczyć na obniżkę marży aż o 1 pkt proc. To sporo, bo wyjściowa stawka w Nordei wynosi 2,7 proc., a w Polbanku 3,8 proc. Do Polbanku nie trzeba przenosić karty kredytowej i ubezpieczenia, wystarczy konto. Za to trzeba z niego aktywnie korzystać (bank to sprawdza i może cofnąć rabat, jeśli konto jest puste).

Nie wybrzydza też Eurobank - w zamian za wykupienie pakietu ubezpieczeń można zbić marżę wynoszącą na starcie 2,8 proc. nawet o połowę. Podobnie w Deutsche Banku - tu można zasłużyć na obniżkę marży aż o jedną trzecią, czyli o 0,7 proc., wykupując pakiet ubezpieczeń inwestycyjnych.

...a inni rzucą symboliczne 0,1 proc.

W kilku innych bankach możliwe obniżki marży są raczej symboliczne i nie ma sensu, by zawracać sobie nimi głowę. Tak jest np. w Dominet Banku, który gotów jest obniżyć standardową marżę (3,05 proc.) najwyżej o ćwierć punktu. A wymagania ma niemałe: otworzenie ROR-u, zakup karty kredytowej i ubezpieczenia od utraty pracy. Korzystanie z dwóch pierwszych wymagane jest przez cały okres kredytowania, a z ubezpieczenia przez pięć lat.

Elastycznością nie grzeszy też Lukas Bank (zgodzi się na obniżkę marży najwyżej o 0,2 proc. przy wykupieniu ubezpieczenia na życie) oraz Kredyt Bank (można uciułać po 0,1 pkt proc. rabatu za posiadanie różnych produktów finansowych w tym banku). W BZ WBK, który ma obecnie najniższą na rynku marżę (1,35 proc.), można uciułać najwyżej 0,1 proc. Ale to i tak lepiej niż w Millennium czy DomBanku, gdzie w ogóle nie ma mowy o żadnych obniżkach marży.

A największe banki? - W PKO BP i Pekao marża jest indywidualnie negocjowana. Zakup konta czy karty może więc być jedynie argumentem do rabatu, ale nie gwarantuje nic z automatu - mówi Jarosław Sadowski, analityk Expandera.