Czarna seria. Firmy budowlane będą walczyć o przetrwanie

W ciągu najbliższych dwóch, trzech lat firmy budowlane najpewniej będą walczyły o przetrwanie. W tym czasie pracę może stracić nawet 100 tys. budowlańców. Powód? Tąpnięcie w inwestycjach drogowych i mieszkaniowych
Wydłuża się lista budowlanych bankrutów w 2012 roku. Upadła spółka DSS, upadłości z układem chcą Poldim, PBG i Hydrobudowa. Czy to koniec czarnej serii?

Niedawno na spotkaniu z dziennikarzami prezes firmy Budimex Dariusz Blocher przyznał, że najpewniej wszystkie firmy budujące autostrady poniosą straty. I to nie dlatego, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przestała płacić wykonawcom. Problem w tym, że ci albo przeliczyli się z siłami, albo podpisując kontrakty w 2010 r., nie uwzględnili gwałtownego wzrostu cen kluczowych materiałów. Asfalt, beton i paliwa zdrożały o ponad 40 proc.

- Za własne czyny się odpowiada - komentował we wtorek w TOK FM prof. Leszek Balcerowicz. Twierdzi, że firmy same są sobie winne. - Trzeba zapytać, dlaczego zawierały takie kontrakty - mówił.

Odpowiedź jest prosta - chciały wygrać przetargi. Gdyby zaś uwzględniały w swojej ofercie podwyżki cen materiałów budowlanych, pewnie nie dostałyby zlecenia. Zawsze znajdzie się jakaś firma, która je podejmie nawet poniżej kosztów, zakładając, że problem przerzuci na podwykonawców i dostawców. To zaklęty krąg, bo także zamawiającym roboty budowlane zależy na jak najniższej cenie.

Przykład pierwszy z brzegu - GDDKiA powierzyła budowę części autostrady A2 chińskiemu konsorcjum COVEC, choć (a może "dlatego, że") zaoferował on cenę o połowę niższą od tej zapisanej w kosztorysie. Okazało się, że Chińczycy nie mogą zrealizować tego kontraktu. Zeszli z placu budowy zostawiając w niepewności blisko 150 podwykonawców i dostawców.

Ubezpieczyciel należności handlowych Euler Hermes ocenia, że w drogownictwie szczególnie wrażliwe są firmy średniej wielkości, o obrotach 10-60 mln, bo nie mają już takiej elastyczności (m.in. w redukcji kosztów płacowych czy stałych), jak firmy małe, ani takiego zaplecza finansowego, jak firmy większe. Np. wspomniany Budimex zadeklarował, że mimo strat na autostradach (np. tylko wskutek wzrostu kosztów zakupu asfaltu firma straciła 78 mln zł), wywiąże się z kontraktów.

Problem w tym, że inwestycje infrastrukturalne związane z Euro 2012 się kończą, a nowych jest jak na lekarstwo. Blocher ocenia, że w tym roku rynek robót drogowych skurczy się aż o 70 proc.! Według niego pracę może stracić co najmniej połowa z ponad 150 tys. pracowników branży drogowej.

A to nie koniec złych wiadomości. Istnieje ryzyko, że wyhamowane zostaną inwestycje w mieszkaniówce. W pierwszym kwartale banki udzieliły bowiem ok. 48,7 tys. kredytów hipotecznych, czyli o blisko 15 proc. mniej, niż przed rokiem. Ale nie tylko większe wymagania banków i restrykcyjna polityka nadzoru finansowego są tego przyczyną. Badania Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych pokazały, że Polacy boją się pogorszenia sytuacji gospodarczej i gwałtownego wzrostu bezrobocia.

W tym roku wyraźnie zmalała aktywność inwestorów indywidualnych budujących domy jednorodzinne. W ciągu czterech miesięcy zaczęli ich budować ok. 25 tys. To o 8 proc. mniej niż rok wcześniej.

Najbliższe miesiące pokażą, czy zapał zaczną tracić też firmy deweloperskie. Do końca kwietnia zaczęły budowę blisko 24,9 tys. mieszkań, co jest wynikiem prawie o jedną trzecią lepszym od ubiegłorocznego. Sęk w tym, że w największych aglomeracjach mamy do czynienia z nadpodażą mieszkań, która powoduje, że ich ceny wciąż się obsuwają. Ale deweloperzy spieszyli się z rozpoczęciem nowych inwestycji, by nie objęły ich uciążliwe przepisy tzw. ustawy deweloperskiej, która zwiększa ochronę klientów.

Dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich Jacek Bielecki nie ma wątpliwości, że deweloperzy zwolnią teraz tempo budowy. - Będzie to widać już w drugiej połowie tego roku - twierdzi.

Tymczasem, w Euler Hermes już zaobserwowano, że - tak jak w kryzysowych latach 2001-03 - wykonawcy robót budowlanych starają się zdobyć zlecenia za wszelka cenę, by tylko zapewnić sobie obrót i dopływ środków. Według szefa Budimeksu zabójcze dla tej branży może być to, że wiele z nich zachowuje się kompletnie nieodpowiedzialnie. Blocher opowiadał, że jeden z dużych przetargów kolejowych wygrała niedawno firma, która zobowiązała się do wykonania robót za prawie 1 mld zł. - W tym czasie i za te pieniądze tego się zrobić nie da - ocenił Blocher. Irytuje go też, że wniosków z ostatnich wpadek przy budowie autostrad nie wyciągają zamawiający. Wciąż stosują najniższą cenę jako kryterium wyboru. I nie sprawdzają, na ile jest ona realna, co grozi rzezią zwłaszcza mniejszych firm.

Ekspert rynku budowlanego prof. Zofia Bolkowska z Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa w Warszawie uważa jednak, że - póki co - sytuacja w budownictwie nie jest taka zła, jak ją malują przedsiębiorcy. Zwraca uwagę, że GUS odnotował po pierwszym kwartale prawie 7-proc. wzrost inwestycji w gospodarce. - Bardzo złe nastroje w firmach budowlanych wynikają raczej z uwarunkowań psychologicznych. Przedsiębiorców coraz bardziej dołuje niepewność związana z ogólną sytuacją gospodarczą - ocenia Bolkowska.

Z danych GUS wynika także, że po czterech miesiącach produkcja budowlana jest aż o 13 proc. wyższa niż przed rokiem. Ale w Euler Hermes przestrzegają, że znaczną część zrealizowanych robót sfinansowali nie inwestorzy czy banki, ale firmy wykonawcze i dostawcy materiałów budowlanych. Zaległości wobec nich powodują, że one same gorzej regulują swoje zobowiązania. W efekcie tworzą się zatory płatnicze, które najsłabszym ogniwom w tym łańcuszku grożą bankructwem. Problem zatorów potwierdza najnowszy raport BIG Info Monitor. Aż 22 proc. firm budowlanych dostaje w terminie tylko jedną czwartą należności.

Światełko w tunelu pokazuje budowlańcom w najnowszym raporcie firma badawcza PMR. Główny analityk rynku budowlanego w tej firmie Bartłomiej Sosna zapewnia, że w najbliżej dekadzie kołem zamachowym staną się inwestycje w energetykę. - W latach 2010-2011 ruszyły przetargi na realizację niezbędnych mocy energetycznych o wartości co najmniej 60 mld zł. Większość nowych bloków energetycznych planowanych jest do wybudowania w latach 2015-2016 - mówi. Przyznaje równocześnie, że bardzo prawdopodobne są jedno-dwuletnie opóźnienia tych inwestycji z powodu przedłużających się przetargów. Według Sosny optymizmem może też napawać wstępna wersja nowej unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020. - Do 2020 r. firmy budowlane nie będą więc mogły narzekać na brak pracy - komentuje. - Ale najpierw będą musiały przetrwać okres spowolnienia.

PMR prognozuje, że w najbliższych latach firmy mogą też liczyć na kontrakty kolejowe, budowę biurowców, hal przemysłowych i centrów handlowych.

Jesteśmy na Facebooku, a z nami prawie 15 000 fanów. Dołączysz?

Więcej o: