Jak pomóc lokatorom czynszówek, które wracają w prywatne ręce?

Niestety, nie ma takiej siły, która zatrzymałaby lawinę zwrotów. Uruchomił ją w 2001 r. ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski, wetując ustawę reprywatyzacyjną. Wtedy istniała szansa, że wielu spadkobierców dawnych warszawskich kamieniczników zadowoli przewidziane w tej ustawie odszkodowanie w bonach reprywatyzacyjnych. Mogliby je bowiem szybko sprzedać lub kupić za nie prywatyzowany majątek państwowy.
Obecnie takiej szansy już nie ma. Przed rokiem rząd ogłosił, że w kasie państwa nie ma pieniędzy nawet na symboliczne zadośćuczynienie w gotówce, które przewiduje przygotowany w Ministerstwie Skarbu projekt ustawy.

W tej sytuacji ci, którzy są w stanie udowodnić, że mienie zabrano im z pogwałceniem prawa PRL, co w stolicy było normą, próbują odzyskać swoją własność na drodze administracyjnej lub sądowej. Ci zaś, którzy nie mają pieniędzy na dobrego adwokata albo czują, że nie starczy im życia na procesowanie się o swoje, sprzedają swoje roszczenia wyspecjalizowanym i zaprawionym w bojach z urzędnikami kancelariom prawnym. Te prędzej czy później wyegzekwują zwroty kamienic.

Sytuacja lokatorów w takich domach jest nie do pozazdroszczenia. Pół biedy, jeśli skończy się na niewielkiej podwyżce czynszu na remont. Często jest to wręcz konieczne, bo jeśli wskutek złego stanu technicznego budynku komuś stanie się krzywda, konsekwencje karne poniesie właściciel. Gorzej, jeśli postawi on sobie za cel pozbycie się dotychczasowych najemców, zwanych kwaterunkowymi. Jeśli kamienica jest w atrakcyjnym punkcie miasta, można spróbować pogadać z nowym właścicielem. A nuż w zamian za opuszczenie mieszkania zaproponuje mniejsze, w dużo gorszej lokalizacji, ale własne?

Niestety, obawiam się, że większości tych lokatorów grozi utrata dachu nad głową. Demonstracje czy blokady eksmisji nie rozwiążą problemu. Być może, dzięki nim, a także zainteresowaniu mediów, kilku lokatorów uda się wyciągnąć z opresji. Problem w tym, że takich przypadków będą wkrótce setki, jeśli nie tysiące. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by zapobiegać powstawaniu problemu. Jak?

Po pierwsze, lokatorom trzeba zapewnić pomoc prawną. Ale nie tylko wtedy, kiedy do drzwi zapuka komornik z nakazem eksmisji. Wielu takich sytuacji udałoby się uniknąć, gdyby lokatorzy (często osoby starsze, niezaradne życiowo) mieli elementarną wiedzę prawną. Np. od pewnej emerytki nowy właściciel zażądał czynszu, którego starsza pani nie była w stanie płacić. Ktoś jej poradził, żeby płaciła tyle, ile do tej pory, to nic złego jej nie spotka. Nietrudno się domyślić, że skończyło się to wyrokiem eksmisyjnym. Nikt nie podpowiedział tej kobiecie, że powinna była wystąpić do gminy o dodatek mieszkaniowy. Wprawdzie o istnieniu takiej formy pomocy słyszała, ale była przekonana, że jej nie dostanie, bo zajmuje 38-metrowe mieszkanie, zaś ustawowa norma metrażowa dla samotnej osoby wynosi 35 m kw. A przecież ustawa o dodatkach mieszkaniowych dopuszcza 30-proc. nadwyżkę metrażu (dodatek jest wtedy obliczany tylko dla powierzchni normatywnej, czyli 35 m kw.).

W sprawie dodatków konieczna jest interwencja posłów. Rzecz w tym, że dodatek nie zrekompensuje podwyżki czynszu, bo ustawodawca nie przewidział sytuacji, że w czynszówkach prywatnych opłaty mogą być nawet kilkakrotnie wyższe niż w komunalnych. Ustawa mówi zaś wyraźnie, że przy obliczaniu dodatku musi być wzięty pod uwagę czynsz obowiązujący w budynku należącym do gminy. Czyli lokator w prywatnej kamienicy może płacić dwa czy nawet trzy razy więcej niż sąsiad w czynszówce komunalnej, ale i tak obydwaj dostaną taką samą dopłatę do mieszkania. Ewentualna nowelizacja tej ustawy powinna zrównać sytuację obu grup najemców. Przy czym w przypadku prywatnej kamienicy tego typu ochroną powinni być objęci tylko ci lokatorzy, którzy zadeklarują chęć przeprowadzki do mieszkania zamiennego, które zaproponuje gmina.

Po drugie, miasto musi przestać zamiatać pod dywan problem lokatorów z reprywatyzowanych czynszówek. Ci, którym zbyt niski dochód uniemożliwia zakup własnego lokum za kredyt, powinni dostać od gminy mieszkania zamienne w pierwszej kolejności. Ale ponieważ nie ufam naszym samorządowcom, proponuję zmusić ich do tego ustawowo. Wyobrażam sobie, że gmina byłaby zobowiązana do zapewniania najemcom lokali zamiennych w określonym terminie. W tej operacji powinno partycypować państwo. Stosowny program wspierania budownictwa czynszowego istnieje. W tym roku rząd przeznaczył nań 120 mln zł. Przydałoby się jednak co najmniej potroić tę kwotę.

Dodam, że wysokość budżetowej dotacji zależy od rodzaju inwestycji. Jeśli miałaby powstać nowa czynszówka z mieszkaniami socjalnymi, budżet sfinansuje 30 proc. kosztów tego przedsięwzięcia. Natomiast w przypadku np. adaptacji istniejącego budynku na noclegownię lub dom dla bezdomnych dopłata może sięgać połowy wydatków. Gminy mogą sięgać po budżetową dotację także na budowę zwykłych mieszkań czynszowych. Klucze do nich mogą dostać lokatorzy, którzy zwalniają swoje dotychczasowe lokum.

Jestem przekonany, że per saldo jest to o wiele mniej kosztowne rozwiązanie niż dalsze mrożenie rynku najmu w obawie przed protestami społecznymi. W dodatku w tym przypadku mówimy o Bogu ducha winnych lokatorach, którzy padli ofiarą przemian ustrojowych. Niektórzy odbudowywali kamienice, w których mogą teraz stracić mieszkania.

Po trzecie, blokowanie eksmisji nie tylko potęguje anarchię w czynszówkach, ale także skutecznie zniechęca prywatnych inwestorów do inwestowania w mieszkania na wynajem. A takie mieszkania są obecnie w naszym kraju najbardziej potrzebne.



Warszawski Okrągły Stół Mieszkaniowy

Warszawski Okrągły Stół Mieszkaniowy

Redakcja "Gazety" i Fundacja Schumana zapraszają na otwartą debatę "Warszawski Okrągły Stół Mieszkaniowy".

Temat to konsekwencje warszawskiej reprywatyzacji (zwracania nieruchomości zabranych po wojnie dekretem Bieruta):
- pozbawieni ochrony prawnej lokatorzy są usuwani z przejętych budynków
- roszczenia blokują miejskie inwestycje
- postępowania zwrotowe ciągną się latami
- miasto zwraca coraz więcej działek w parkach, ogródkach jordanowskich, na skwerach i terenach szkolnych.

Szukamy rozwiązań tych problemów z udziałem wszystkich stron sporu: władzami Warszawy, przedstawicielami lokatorów i właścicieli, a także politykami, ekspertami i społecznikami. Otwarta debata we wtorek 15 maja. Początek o godz. 17. Miejsce: siedziba "Gazety" przy Czerskiej 8/10.

Zainteresowanych udziałem prosimy o mail na adres: debata.mieszkania@gazeta.pl Więcej na: wyborcza.pl/mieszkania




Więcej o: