Deweloperzy wciąż budują mieszkania, choć ceny spadają

W tym roku ceny mieszkań najpewniej jeszcze spadną, ale nie wszystkich deweloperów zniechęca ta sytuacja. Dwaj potentaci - Robyg i Gant - zapowiadają ofensywę. Ta druga spółka za rok chce mieć aż 3,8 tys. mieszkań w budowie!
Złożona w czwartek publicznie przez wiceprezesa giełdowej spółki Gant Development Andrzeja Szornaka deklaracja może szokować. Nie dalej jak dwa tygodnie temu inny potentat - Dom Development - ogłosił, że zwalnia tempo rozpoczynania inwestycji. Prezes tej spółki Jarosław Szanajca wyjaśnił, że powodem jest spadek dostępności kredytów mieszkaniowych w sytuacji nadpodaży nowych mieszkań na rynku. - Nie wystartujemy do wojny cenowej - stwierdził Szanajca. I poinformował, że spółka chce utrzymywać w ofercie tyle mieszkań, ile jest w stanie sprzedać w ciągu roku.

Dodajmy, że Dom Development znalazł w ubiegłym roku chętnych na przeszło 1,7 tys. lokali, czyli o ponad jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. W budowie było ich pod koniec ubiegłego roku ponad 2,9 tys.

Tymczasem Gant Development pochwalił się pozyskaniem 818 klientów w 2011 r. Jednak przypomnijmy, że rok wcześniej na zawarcie umowy z tym deweloperem zdecydowało się 930 osób. Mimo to Andrzej Szornaka jest przekonany, że w tym roku jego spółka zwiększy sprzedaż do ponad 1,1 tys. lokali, a to m.in. dzięki znacznemu zwiększeniu ich podaży.

Obecnie wrocławski deweloper ma w budowie ponad 1,5 tys. mieszkań. Szornaka deklaruje, że pod koniec roku będzie ich już ok. 2,4 tys., a w połowie przyszłego - przeszło 3,8 tys. mieszkań.

Zwiększenie ich podaży zapowiedziała w środę także Grupa Robyg, która działa na rynku warszawskim i gdańskim. W ubiegłym roku ten deweloper sprzedał ponad 1 tys. mieszkań, niemal podwajając swój wynik z 2010 r. Prowadzone przez Robyga inwestycje obejmowały łącznie ok. 1,3 tys. lokali. Według prezesa spółki Zbigniewa Wojciecha Okońskiego jej celem jest ok. 2,5 tys. mieszkań w budowie każdego roku.

Czy obie firmy nie patrzą w przyszłość z nadmiernym optymizmem? Dotarliśmy do najnowszego raportu PKO BP, w którym ten największy gracz na rynku kredytów mieszkaniowych podtrzymuje ubiegłoroczną prognozę, że co najmniej do jesieni "najbardziej prawdopodobny jest lekki trend spadkowy cen mieszkań". Bank zwraca uwagę, że ich podaż rośnie szybciej niż popyt na nie.

"Umiarkowaną korektę cen w najbliższym czasie" prognozują także analitycy NBP w opublikowanym w tym tygodniu raporcie. Prof. Jacek Łaszek z Instytutu Ekonomicznego NBP zwraca jednak uwagę, że jeśli uwzględnić inflację, to realna obniżka cen może sięgać nawet 10 proc. Według prof. Łaszka odwrócenie trendu spadkowego nastąpi nie wcześniej niż w połowie przyszłego roku.

A co na to szefowie Ganta i Robyga? Andrzej Szornaka liczy wręcz "na powrót do wyższych marż". Jak to możliwe? - Zakończyliśmy dewelopowanie drogo zakupionych gruntów i działamy już w zupełnie innej rzeczywistości biznesowej - wyjaśnia. Oczywiście jest też przekonany o atrakcyjności budowanych przez swoją firmę mieszkań.

Autorzy raportu NBP potwierdzają, że rentowność inwestycji deweloperskich jest wciąż na tyle wysoka, że firmy, które je zaczynają, najpewniej liczą się z pewnym spadkiem cen. Prof. Łaszek wyjaśnia, że każda złotówka włożona przez dewelopera w ten biznes przynosi mu każdego roku przeciętnie 25 groszy zysku brutto, czyli przed opodatkowaniem. - Oczywiście są projekty lepsze i gorsze - zastrzega prof. Łaszek. - Ze względu na duże ryzyko tego rodzaju przedsięwzięć taka roczna rentowność nie jest rewelacyjna - dodaje. Rzecz w tym, że w obecnej kryzysowej sytuacji wielu deweloperów nie ma alternatywy. Rezygnacja z tej działalności oznaczałaby dla nich straty. - Oni będą budowali prawdopodobnie tak długo, jak długo rentowność nie spadnie do poziomu poniżej 15 proc. - ocenia prof. Łaszek.

Jednak Gant i Robyg najpewniej zdają też sobie sprawę, że wkrótce część ich konkurentów może wypaść z rynku. Nie bez powodu Zbigniew Wojciech Okoński podkreśla dobre relacje z bankami kredytującymi inwestycje. Od 29 kwietnia zacznie bowiem obowiązywać ustawa, która w przypadku inwestycji zaczętych po tym terminie zakaże firmom przyjmowania wpłat bezpośrednio od klientów. Będą one trafiały na zamknięty lub otwarty rachunek powierniczy w banku. W pierwszym przypadku deweloper mógłby sięgnąć po wpłacane przez klientów pieniądze dopiero po zawarciu aktu notarialnego przenoszącego własność mieszkania. Z kolei w przypadku rachunku otwartego bank wypłacałby deweloperowi gromadzone na nim pieniądze klientów w miarę postępu robót. Bank musiałby kontrolować każdy z etapów przedsięwzięcia, np. czy przebiega zgodnie z harmonogramem. Ustawa ochroni w ten sposób wpłaty osób kupujących mieszkania będące w budowie. Dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich Jacek Bielecki obawia się, że banki odprawią część deweloperów z kwitkiem. W dodatku banki, dbając o własne bezpieczeństwo, będą próbowały narzucić deweloperom rachunek zamknięty, co oznacza, że musieliby oni sfinansować budowę samodzielnie lub za pomocą kredytu.

Więcej o: