Trawa na dachu

Na razie powstaje ich około 0,5 mln m kw. rocznie. Chociaż zielone dachy nie są w Polsce popularne, coraz częściej stosowane są w budynkach komercyjnych. Przyciągają też uwagę tych, którzy interesują się budownictwem naturalnym.
Połowa dachu jest już prawie gotowa. Trawa kołysze się na delikatnym wietrze, uwagę zwracają krzewy jeżyn, które pchany czeską fantazją umieścił na szczycie Roman, jeden z uczestników warsztatów budowy zielonych dachów w Jedliczach. Dach ma trzydzieści sześć m kw. i z dołu niewiele różni się od dowolnego drewnianego dachu. Jeśli jednak wejść na górę, wszystko wygląda inaczej. Zamiast dachówki, gontu czy zwykłej papy widać zieloną trawę poprzetykaną polnymi chwastami. Miniaturowy ogródek, skalniak na pierwszym piętrze albo coś, co w Skandynawii wykorzystywano od stuleci. Nieważne, jak go nazwać - konstrukcja frapuje.

Konstrukcja mocno niszowa

Żeby zbudować dach kryty roślinnością wystarczy dobry projekt, trochę drewna i warstwa wegetacyjna. Do tego kawałek trawnika, kilkadziesiąt wiader kamieni i odpowiedni odcinek folii karbowanej. Plus zgrana ekipa chętna do pracy. Tak przynajmniej uważa Bartek Splawski, który organizuje warsztaty w Jedliczach.

Budynki takie, jak ten w Jedliczach to przede wszystkim poligon doświadczalny. Okazja, żeby wymienić się doświadczeniami i spróbować czegoś nowego. Coraz częściej jednak realizowane są w Polsce również inwestycje publiczne. Najbardziej znanym przykładem jest gmach biblioteki uniwersyteckiej UW. Tam powierzchnia ogrodu na dachu wynosi prawie hektar. Warto jednak zwrócić uwagę na inne budynki z zielonymi dachami. Takie, jak choćby Sąd Najwyższy. Na dachu posadzono tam ozdobne jałowce i kosodrzewinę niską. Z kolei na dachu Centrum Nauki Kopernik rosną rozchodniki, wrzosy i kosodrzewiny.

Także firmy komercyjne sięgają po takie rozwiązania. W Warszawie zielone dachy znaleźć można na centrum handlowym Arkadia. Z kolei jeden z deweloperów proponuje swoim klientom ogródki zlokalizowane właśnie na dachu apartamentowca. W sumie szacuje się, ze rocznie buduje się w Polsce pół miliona m kw. zielonych dachów.

Cieplejsze i tańsze

Zielone dachy budzą zainteresowanie z kilku powodów. Po pierwsze, nie wymagają remontów ani dużej uwagi w czasie normalnej eksploatacji. Są też znacznie szczelniejsze. Ich izolacja termiczna sprawia, że większość wyprodukowanego w budynku ciepła tam właśnie zostaje. Po drugie, pozwalają zaoszczędzić. Na energii i na eksploatacji. A także na podatkach, które coraz częściej użytkownicy budynków płacić muszą w zależności od tego, jak dużo deszczówki spływa do kanałów burzowych. Zielone dachy zatrzymują nawet połowę wody z opadów, co przekłada się na niższe opłaty.

Bartek Splawski podkreśla także inne zalety zielonych dachów. - Zwiększenie bioróżnorodności, większa powierzchnia terenów zielonych - wymienia. A także korzystniejszy mikroklimat, który wiąże się z wykorzystaniem naturalnych surowców.

55 lub 200 zł za m kw.

W przypadku konstrukcji takich, jak ta budowana przez uczestników warsztatów w Jedliczach można także mówić o oszczędnościach na samej inwestycji. Bo przecież cześć pokrycia to darń zdarta z trawnika, dostępna za darmo. Część to stosunkowo niedrogie materiały izolacyjne, a także warstwa wegetacyjna (w przypadku dachu w Jedliczach - porlit) i kamienie. No i praca, która akurat w jedlickim przypadku dostępna jest za darmo, bo wykonywana przez wolontariuszy, którzy chcą czegoś się nauczyć. W sumie dach o powierzchni około 36 m2 kosztować ma mniej więcej 2 tys. zł. 55 zł za m kw.

W przypadku budowli komercyjnych koszty są nieco wyższe. Przede wszystkim ze względu na konieczność zatrudnienia profesjonalnej ekipy. Swoje robią też koszty zakupu materiałów budowlanych. Zwykle bowiem na zielonych dachach nie wykorzystuje się darni wyciętej z ziemi, a gotowe płaty roślinności sprzedawane przez wyspecjalizowane firmy. Takie, jakie wykorzystywane są do krycia trawą boisk. Tyle, że zamiast trawy rosną na nich różne gatunki rozchodników, traw, kosodrzewiny i innych roślin dostosowane do specyficznych gatunków panujących na dachu. Choćby te, które spotkać można wysoko w górach. Wytrzymałe na wiatr, słońce i brak wody.

Żeby zbudować taki dach na budynku komercyjnym, trzeba zarezerwować około 100-200 zł na metr kwadratowy.

Dachy mają warstwy

Zielony dach składa się z kilku warstw. Najpierw idzie drewniana konstrukcja. Musi być na tyle mocna, żeby utrzymać ciężar podkładu, w którym będą korzenić się rośliny. Także wtedy, kiedy spadnie deszcz. To dlatego taki dach powinien być zaprojektowany przez specjalistę. W przeciwnym razie, po deszczu może się zwyczajnie zawalić. Na deski idzie hydroizolacja. Wystarczy zwykła papa o odpowiedniej grubości. Na nią warstwa specjalnych tkanin izolacyjnych (chociaż Bartek twierdzi, że mogą to być nawet stare koce). Później folia karbowana, która ma zapobiegać przenikaniu korzeni do niższych warstw. Na to kolejna warstwa izolacji materiałowej i substratu wegetacyjnego, w której zapuszczą korzenie rośliny.

Ziemi od dawna na takie dachy się nie daje. Jest za ciężka i szybko się wyjaławia. Lepiej użyć specjalnych substratów wegetacyjnych. Dopiero na tę warstwę przychodzą albo maty albo trawa.

Czysty pragmatyzm, żadnej mody

Chociaż jedną z zalet zielonego dachu jest jego bezobsługowość, w polskich warunkach nie można go zostawić samego sobie. Bo konstrukcje tego typu trzeba na przykład odśnieżać jak każdą inną. Tyle, że z większą uwagą. Kilka bardziej zamaszystych ruchów szuflą może bowiem zniszczyć roślinność, a więc uszkodzić poszycie. Warto też monitorować stan roślin na dachu. Dosiewać, jeśli część z nich obumrze. Ale już nie podlewać - jeśli gatunki są dobrze dobrane, deszcze powinny załatwić całą sprawę.

Budowa dachu w Jedliczach trwa kilka dni. Mogłaby krócej, ale zdaniem organizatorów nie chodzi o to, żeby zasuwać, a żeby pożytecznie spędzić czas. W podobny sposób Bartek Splawski podchodzi do idei zielonych dachów. Mówi o ich zaletach, ale przestrzega przed kreowaniem mody. - To dobre rozwiązanie, które warto propagować - uważa - A mody przychodzą i odchodzą.